wtorek, 21 sierpnia 2012

Rozdział I : Mystic Falls


Jest to mój własny VII Tom Harry`ego Pottera. Liczę, że nie zawiodę Waszych oczekiwań.
Notka i całość bloga poświęcone są dwóm osobom.
Lilith - Za wsparcie:*
Sylwii Slytherin - Harry Potter i Azyl Czasu. Tobie też Dziękuję za nasze wspólne rozmowy na GG:)


Rozdział I : Mystic Falls

Zaczernione niebo rozdarł huk pioruna. Rzęsiste krople deszczu spadały na asfalt czyniąc go całkowicie mokrym, drzewa były targane przez wichurę, która z łatwością mogła wyrwać je wraz z korzeniami. Żaden człowiek w taką pogodę nie wychodził z domowego zacisza. Wszyscy byli skupieni wokół kominków i czekali aż nawałnica ustąpi światłu słońca.

Jedynie młodzieniec o brązowych włosach ubrany w niedbale założoną niebieską koszulę o orzechowych oczach siedział na werandzie staromodnego domostwa ze szklanką whisky w ręku. Popijał trunek wolnymi łykami delektując się smakiem napoju. Deszcz i burza najwidoczniej nie robiły na nim wrażenia.

Wstał z ławki, oparłszy się o drewnianą balustradę wpatrzył się w mrok.

Bowiem tylko w mroku odnalazł prawdziwego sprzymierzeńca.

Skrzypienie drzwi oderwało jego wzrok od ciemności terenu. Spojrzawszy w tamtą stronę dostrzegł drugiego mężczyznę również ze szklanką trunku w ręce. Skórzana czarna kurtka i tego samego koloru spodnie, połączone z drwiącym wyrazem twarzy a także kruczoczarnymi włosami sprawiały wrażenie, iż ma się do czynienia z ideałem płci męskiej.

- Witaj bracie. – odezwał się czarnowłosy. – Stoisz sam, gdy na dworze szaleje kataklizm? – sarkazm w jego głosie dało się wyczuć w każdym jednym słowie. – Oczekujesz zbawienia? A może chcesz ukoić skołatane nerwy?

Brązowowłosy wytrzymał spojrzenie oczu zimnych jak stal. Wpatrywali się w siebie przez chwilę.

- To już całe pięć lat Damonie. – odezwał się zmęczonym głosem. – Nie wiem co jeszcze trzyma mnie w Mystic Falls.

Mężczyzna nazwany Damonem odstawił swoją do połowy już opróżnioną szklankę.

- Mi też jej brakuje Stefano. Jednak nic na to nie poradzimy, odkąd zginęła poświęcając siebie nic nie jest takie samo.

Stefano zwinnym kocim ruchem przeskoczył przez poręcz i usiadł w pozycji kwiatu lotosu na mokrej trawie.

- Przyłączysz się? – zapytał spokojnym głosem.

- Nie tym razem braciszku. – Damon spojrzał w mrok. – Mamy gościa.

Gościem okazał się obcięty na rekruta mężczyzna z brązową brodą. Ubrany był w dżinsy i czarną koszulę. Na świat patrzyły bystre zielone oczy.

- Cześć Rick – przywitał się Stefano.

Nowoprzybyły skinął mu głową. Lewą rękę trzymał za pazuchą.

- Lepiej wejdźmy do środka. – odezwał się niespokojnym tonem. – Mam dla Was nowiny.

Rozsiedli się przy okrągłym stoliczku do kawy, jednak Damon postawił przed Rickiem kieliszek i wlał mu szkockiej.

Rick wyciągnął dłoń zza pazuchy trzymając w niej gazetę. Na pierwszej stronie widniało zdjęcie długowłosego siwego starca. Nagłówek pod spodem głosił



ALBUS DUMBLEDORE NIE ŻYJE!



Miesiąc temu zamordowany został Albus Dumbledore, Dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Zabójstwa dokonał Profesor Severus Snape. Nauczyciel Eliksirów a w ostatnim roku Obrony przed Czarną Magią.

Jak wszyscy wiemy Dumbledore był jedyną osobą jakiej bał się Ten Którego Imienia nie Wolno Wymawiać. Kto teraz zajmie się organizacją znaną jako Zakon Feniksa, która skutecznie walczyła z poplecznikami Sami – Wiecie – Kogo. Czy Dumbledore wyraził swoją wolę w ostatnim testamencie? Więcej na stronie 8.



Stefano i Damon przyglądali się w skupieniu artykułowi. Rick popijał alkohol obserwując obu.

Wreszcie po krótkiej chwili odezwał się Stefano.

- Sami Wiecie Kto. – zamyślił się. – Słyszałem o nim będąc w Londynie. Dumbledore nie jest mi obcy. Nawiasem mówiąc uprzejmy starszy jegomość.

Rick zakasłał.

- Ten „Uprzejmy starszy jegomość” był największym magiem swoich czasów Panie Salvatore. Teraz ich świat jak również i nasz będzie skazany na zagładę. Co Zrobimy z tym fantem?

Damon przetarł dłońmi twarz i zaczesał do tyłu mokre włosy.

- Co Proponujesz Rick?

- To oczywiste. – odezwał się Rick. – Udać się wprost do Hogwartu. Chociaż sugerował bym wycieczkę wpierw do Ministra Magii.

- A więc postanowione. Nic już nas nie trzyma w Mystic Falls. – stwierdził Stefano.

Rick wstał, dopił duszkiem swój trunek i skierował się do wyjścia. Podał rękę obu mężczyznom i wyszedł wprost w nawałnicę.

Stefano udał się do swojego pokoju na pierwszym piętrze. Gdy już opadł na miękkie łóżko wpatrzył się na baldachim nad głową.

Zanim zasnął przez głowę przesżła mu myśl, a usta wypowiedziały szeptem imię

„Elena”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz