Jest to mój własny VII Tom Harry`ego Pottera. Liczę, że nie zawiodę Waszych oczekiwań.
Notka i całość bloga poświęcone są dwóm osobom.
Lilith - Za wsparcie:*
Sylwii Slytherin - Harry Potter i Azyl Czasu. Tobie też Dziękuję za nasze wspólne rozmowy na GG:)
Rozdział I : Mystic Falls
Zaczernione niebo rozdarł huk pioruna. Rzęsiste
krople deszczu spadały na asfalt czyniąc go całkowicie mokrym, drzewa były
targane przez wichurę, która z łatwością mogła wyrwać je wraz z korzeniami.
Żaden człowiek w taką pogodę nie wychodził z domowego zacisza. Wszyscy byli
skupieni wokół kominków i czekali aż nawałnica ustąpi światłu słońca.
Jedynie młodzieniec o brązowych włosach ubrany w
niedbale założoną niebieską koszulę o orzechowych oczach siedział na werandzie
staromodnego domostwa ze szklanką whisky w ręku. Popijał trunek wolnymi łykami
delektując się smakiem napoju. Deszcz i burza najwidoczniej nie robiły na nim
wrażenia.
Wstał z ławki, oparłszy się o drewnianą balustradę
wpatrzył się w mrok.
Bowiem tylko w mroku odnalazł prawdziwego
sprzymierzeńca.
Skrzypienie drzwi oderwało jego wzrok od ciemności
terenu. Spojrzawszy w tamtą stronę dostrzegł drugiego mężczyznę również ze
szklanką trunku w ręce. Skórzana czarna kurtka i tego samego koloru spodnie,
połączone z drwiącym wyrazem twarzy a także kruczoczarnymi włosami sprawiały
wrażenie, iż ma się do czynienia z ideałem płci męskiej.
- Witaj bracie. – odezwał się czarnowłosy. – Stoisz
sam, gdy na dworze szaleje kataklizm? – sarkazm w jego głosie dało się wyczuć w
każdym jednym słowie. – Oczekujesz zbawienia? A może chcesz ukoić skołatane
nerwy?
Brązowowłosy wytrzymał spojrzenie oczu zimnych jak
stal. Wpatrywali się w siebie przez chwilę.
- To już całe pięć lat Damonie. – odezwał się
zmęczonym głosem. – Nie wiem co jeszcze trzyma mnie w Mystic Falls.
Mężczyzna nazwany Damonem odstawił swoją do połowy
już opróżnioną szklankę.
- Mi też jej brakuje Stefano. Jednak nic na to nie
poradzimy, odkąd zginęła poświęcając siebie nic nie jest takie samo.
Stefano zwinnym kocim ruchem przeskoczył przez
poręcz i usiadł w pozycji kwiatu lotosu na mokrej trawie.
- Przyłączysz się? – zapytał spokojnym głosem.
- Nie tym razem braciszku. – Damon spojrzał w mrok.
– Mamy gościa.
Gościem okazał się obcięty na rekruta mężczyzna z
brązową brodą. Ubrany był w dżinsy i czarną koszulę. Na świat patrzyły bystre
zielone oczy.
- Cześć Rick – przywitał się Stefano.
Nowoprzybyły skinął mu głową. Lewą rękę trzymał za
pazuchą.
- Lepiej wejdźmy do środka. – odezwał się
niespokojnym tonem. – Mam dla Was nowiny.
Rozsiedli się przy okrągłym stoliczku do kawy,
jednak Damon postawił przed Rickiem kieliszek i wlał mu szkockiej.
Rick wyciągnął dłoń zza pazuchy trzymając w niej
gazetę. Na pierwszej stronie widniało zdjęcie długowłosego siwego starca.
Nagłówek pod spodem głosił
ALBUS
DUMBLEDORE NIE ŻYJE!
Miesiąc
temu zamordowany został Albus Dumbledore, Dyrektor Szkoły Magii i
Czarodziejstwa Hogwart. Zabójstwa dokonał Profesor Severus Snape. Nauczyciel
Eliksirów a w ostatnim roku Obrony przed Czarną Magią.
Jak
wszyscy wiemy Dumbledore był jedyną osobą jakiej bał się Ten Którego Imienia
nie Wolno Wymawiać. Kto teraz zajmie się organizacją znaną jako Zakon Feniksa,
która skutecznie walczyła z poplecznikami Sami – Wiecie – Kogo. Czy Dumbledore
wyraził swoją wolę w ostatnim testamencie? Więcej na stronie 8.
Stefano i Damon przyglądali się w skupieniu
artykułowi. Rick popijał alkohol obserwując obu.
Wreszcie po krótkiej chwili odezwał się Stefano.
- Sami Wiecie Kto. – zamyślił się. – Słyszałem o nim
będąc w Londynie. Dumbledore nie jest mi obcy. Nawiasem mówiąc uprzejmy starszy
jegomość.
Rick zakasłał.
- Ten „Uprzejmy starszy jegomość” był największym
magiem swoich czasów Panie Salvatore. Teraz ich świat jak również i nasz będzie
skazany na zagładę. Co Zrobimy z tym fantem?
Damon przetarł dłońmi twarz i zaczesał do tyłu mokre
włosy.
- Co Proponujesz Rick?
- To oczywiste. – odezwał się Rick. – Udać się
wprost do Hogwartu. Chociaż sugerował bym wycieczkę wpierw do Ministra Magii.
- A więc postanowione. Nic już nas nie trzyma w
Mystic Falls. – stwierdził Stefano.
Rick wstał, dopił duszkiem swój trunek i skierował się
do wyjścia. Podał rękę obu mężczyznom i wyszedł wprost w nawałnicę.
Stefano udał się do swojego pokoju na pierwszym
piętrze. Gdy już opadł na miękkie łóżko wpatrzył się na baldachim nad głową.
Zanim zasnął przez głowę przesżła mu myśl, a usta
wypowiedziały szeptem imię
„Elena”
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz