czwartek, 3 września 2020

Rozdział VI : Przedsionek Piekła

 Rozdział VI : Przedsionek Piekła

Gabinet Dyrektora w Hogwarcie gościł w tej chwili pięcioro osobników. Jednym z nich był Alaric Saltzman, pryncypał placówki, następnie Stefano i Damon Salvatorowie, nowi nauczyciele Obrony przed Czarną Magią i Czarnej Magii. Harry Potter, uczeń siódmego roku, oraz tajemniczy blondwłosy osobnik o słowiańskiej urodzie i sardonicznym uśmiechu. Zza biurka odezwał się Dyrektor.

- Damon i Harry pójdą szukać, że tak się wyrażę „bunkra” Baby – Jagi, natomiast Klaus odciągnie jej uwagę, natomiast Obrony przed Czarną Magią uczył będzie Stefano. Mógłbyś? – zwrócił się Alaric do młodszego z braci.

Ten niezauważalnie skinął głową.

Wyruszyć mieli dopiero następnego dnia.

**

Poranek powitał uczniów Hogwartu, jednak na miejscu nauczyciela Obrony brakowało Profesora. Ron Weasley wybałuszył oczy. Przy stole Gryffindoru brakowało również Harry`ego.

Gdy gwar ucichł, powstał Dyrektor.

- Witajcie. – zagrzmiał. – Niestety Profesor Damon Salvatore musi wyjechać. Zastąpi go Wasz nauczyciel Czarnej Magii nie rezygnując także ze swoich obowiązków. Tyle w temacie.

Hermiona ucieszyła się. Pierwszą w planie mieli właśnie Obronę.

Pod klasą znaleźli się pierwsi, jako jedni z niewielu. Draco Malfoy trzymał się z daleka. Stefano wpuścił wszystkich i stanął za katedrą.

- Witam Państwa. Jak wiecie jestem tu tylko w zastępstwie, kiedy wróci mój brat znów przejmie swoje obowiązki. O ile dobrze wiem – zrobił efektowną pauzę. – A wiem bardzo dobrze, mieliście nauczyć się zaklęcia, które zaprezentował Profesor na poprzedniej lekcji.

Gryfoni stłumili śmiech a Malfoy oblał się purpurą. Każdy pamiętał incydent z poprzednich zajęć.

Stefano spojrzał na klasę. Z jego poważnej miny nie dało się nic wyczytać.

- Profesorze. – rękę podniosła Hermiona.

- Tak panno Granger? – zachęcił ją uprzejmym skinieniem głowy.

- Pański brat przejrzał konspekty poprzednich Profesorów, stwierdził, że tylko Profesor Lupin wiedział czego nas uczy. Ale Profesor Lupin tylko pokazał nam jak poskromić czarno magiczne stworzenia. Mógłby się pan do tego odnieść?

Salvatore chwilę milczał. W końcu uśmiechnął się. Wyciągnął różdżkę, wyczarował manekina imitującego śmierciożercę.

- Zapraszam panno Granger.

Hermiona skołowana podeszła do nauczyciela. 

- Zaklęcie „Corporis Volant” którego nauczył was mój brat jest przydatne, ale zalicza się do działu Czarnej Magii, to zaklęcie powinniście mieć ze mną. Profesor Lupin też wiedział o co chodzi. Czerwone Kapturki, Boginy, Wodniki Kappa, czy inne które poznacie na moich zajęciach grożą życiu czarodzieja. Sztuką jest, żeby umieć się przed nimi bronić. Więc tak. Profesor Lupin wiedział czego was uczy – machnął różdżką – Corporis Volant.

Hermiona uniosła się do góry jak Malfoy na poprzednich zajęciach. Patrzyła ze strachem na Stefano, jednak zauważyła, że Profesor się uśmiecha.

- Mam nad Panią całkowitą kontrolę, mogę zrobić to co zrobił Damon. Jednak proszę się nie obawiać. Na to zaklęcie nie ma tarczy ani przeciwzaklęcia. To jest czwarte zaklęcie niewybaczalne. Umiejętnie pokierowane może nawet połamać człowieka. 

To mówiąc opuścił Hermionę na ziemię, podał z galanterią dłoń i pomógł wstać.

Klasa była pod wrażeniem. Ron zbierał szczękę z podłogi.

- Kto nie umie jeszcze zaklęcia? – spytał.

Ręce podniosło parę osób. Stefano zabawnie wywrócił oczyma.

- Dobierzcie się w pary i zaczynamy. – machnął różdżką i manekin wylądował przed każdą z par. – Na zmianę ćwiczycie na nich. Jeśli wam to pomoże to wyobraźcie sobie, że to nasz nowy Minister Magii.

**

Damon i Harry aportowali się w środku Puszczy Kampinowskiej, Tak mrocznie nie było nigdzie nawet w Zakazanym Lesie w środku nocy. W Polsce było wczesne popołudnie. Damon prowadził Pottera ścieżką, którą sam wcześniej przeszedł. Wiedział z czym się mierzył, jednak teraz zająć się miał tym Klaus. Potter szedł za swoim nowym Profesorem, który na chwilę przystanął. Zamknął oczy i gdy chwilę wytężył słuch wskazał północ. Dotarli pod zwalony zmurszały pień starego dębu. Salvatore nie bawił się w wyciąganie różdżki, po prostu podniósł pień jedną ręką i odrzucił go jak papierowy samolocik. Ukazał im się właz jak do tunelu. 

- Czyń honory – uśmiechnął się do Pottera.

Harry skupił całą swoją wolę, tutaj postanowił użyć Czarnej Magii.

- Revelius Demonium. – szepnął.

Damonowi uśmiech nie schodził z twarzy. To zaklęcie otwierało obiekt, ale też ujawniało obecność Czarnej Magii i istot z nią powiązanych. Na szczęście tutaj nie było niczego. Właz otworzył się z upiornym zgrzytem. Czeluść skrywała omszałe schody schodzące krętą drogą w dół. Salvatore i Potter spojrzeli po sobie, żaden nie okazał emocji. Zeszli, spodziewając się najgorszego.

Parę minut później zobaczyli potworny loch, przy ścianach siedziały dzieci, całe w obdartych łachmanach, wiek był różny, jednak co przeraziło Harry`ego to pustka w ich oczach. Te dzieci miały wzrok owcy prowadzonej na rzeź i pogodzonej ze swym losem.

Gdy zobaczyły dwójkę nieznajomych uciekły pod ściany bardziej niż by to wymagano. Salvatore zamknął oczy i policzył do dziesięciu pod nosem. Był okrutny, ale nigdy nie skrzywdziłby w taki sposób dziecka. Harry podszedł do małej blondynki o morskich oczach. Ta spojrzała na niego z bólem, gdy uśmiechnął się ciepło wyciągając dłoń dziecko podniosło krzyk. Szybkie „Silencio” skutecznie stłumiło krzyk.

- Posłuchajcie mnie. – zaczął spokojnie Damon. – Nie jesteśmy tu, żeby was skrzywdzić. Chcemy was ocalić. Wrócicie do domów. Do rodziców, braci czy sióstr. Nie krzyczcie a pójdzie nam to bardzo szybko. – wyciągnął różdżkę i w jej świetle zobaczył stos czaszek. Najwidoczniej tu była i spiżarnia i grób.

Dziewczynka siedząca przy Potterze zaczęła bezgłośnie łkać. Siedzący obok chłopiec spojrzał na nowoprzybyłych z wyrzutem.

- Baba Jaga mówiła nam to samo kiedy zgubiliśmy się w tym lesie! – krzyknął. – Nie Uwierzymy już dorosłym. Nie trafimy nigdy do rodziców! Jesteśmy tu jako jej obiad! Tak nam Powiedziała! Najpierw proponowała nam cukierki, łakocie czy ciastka a potem gdy daliśmy się skusić zabierała nas wszystkich.

- Nienażarta szmata. – mruknął Nauczyciel.

- Język Profesorze, tu są dzieci. – rzekł Harry. – Obiecujemy, nic wam się nie stanie dzieci. Gdybym chciał was skrzywdzić już bym to zrobił a nie bawił się w podchody. – mówił dalej spokojnie. – Ja nie mam rodziców. Zabrał mi ich ktoś w rodzaju Baby Jagi. Mnie pomogło wiele osób. Ja pomogę wam. Ustawcie się w parach i idziemy z tego przeklętego miejsca.

Nagle powietrze zafalowało, i z mroku krypty wyłoniła się przeklęta postać o długich rękach i włosach splecionych błotem. Damon uśmiechnął się upiornie. Oto miał szansę na rewanż, i tym razem nie zostawi niedokończonej sprawy.

- To miejsce będzie waszym grobem – warknęła czarownica. – Nikt nie ucieknie przed moją potęgą. Jedyne kto to zrobił to córka rolnika uprawiającego rzepę, jednak teraz nikomu się to nie uda. Nie ma nikogo potężniejszego od samej władczyni zła!

Damon sięgał po różdżkę, gdy nagle od tyłu w wiedźmę wbił się grot włóczni zakończony srebrem.

- Złapał kozak Tatarzyna. A czy pierwotny wampir odpowiada jej szerokości? – rozległ się głos zza nich. Damon odetchnął z ulgą. 

- Klaus – mruknął. Potter natomiast spojrzał na swojego Profesora pytająco. Salvatore wytworzył osłonę pod którą schowały się przestraszone dzieci. – Harry do mnie! – krzyknął. – Klaus sobie poradzi.

W ręku Klausa pojawił się miecz z czerwoną klingą. Wykończeniem były diabelskie rogi. 

- Może Damon cię nie zabił, ale ja nie popełnię tego błędu.

Wiedźma uśmiechnęła się upiornie. 

- Dzieci nie patrzeć – mruknął Damon za siebie – Będą koszmary.

Klaus jednym płynnym ruchem obciął wiedźmie głowę. Jednak z jej szyi wypłynął czarny dym, który na powrót uformował się w wiedźmę, to widmo jednak było jedynie przeźroczyste. 

- Nie pokonacie mnie, żaden śmiertelnik ani wampir tego nie dokona.

To mówiąc ulotniła się. Potter, Salvatore oraz Klaus wyprowadzili dzieci. Dzięki doskonałej leglimencji Klausa i zaklęciami zapomnienia Damona wszystkie dzieci trafiły do swych rodzin. 

Późnym wieczorem w Hotelu Damon rozmawiał z Alarickiem, natomiast Klaus usiadł przy Potterze.

- Aportujemy się do Londynu, pod dom niejakich Seviperów. Stracili dziecko, objawy są takie jak przy napaściach Baby Jagi. Sądzę, że tam możemy mieć jakąś wskazówkę.

Damon, który skończył rozmawiać skinął głową. Potter nie tracąc czasu aportował się w wyznaczone miejsce. Wprost pod dom Michaela i Demi.

Demi była w naprawdę opłakanym stanie. Damon przedstawił się jako detektyw Salvatore, natomiast dwoje pozostałych przebrało się w policyjne mundury. Potter i Klaus rozeszli się po domu, w pokoju dziecka wszystko się wyjaśniło.

Lalka.

- DAMON! – ryknął Klaus.

Damon z prędkością światła był już na górze. Gdy zobaczył zabawkę zrozumiał wszystko w lot.

- Potter, do Hogwartu. – rzekł podając mu świstoklik, którym była szczotka do włosów. – Tam zawiadom mojego brata. Zaraz widzę was tu z powrotem! JAZDA!

Gdy Potter zniknął z lalki zaczął unosić się czarny tłusty dym. Formował się on w postać bardzo dobrze dwóm wampirom znaną.

Baba Jaga po raz kolejny zadrwiła z nieznajomych. 

Upiorny śmiech poniósł się po całym domu. Klaus rzucił się do drzwi chcąc ostrzec domowników, jednak został ugodzony włócznią, którą wcześniej sam atakował, zwalił się z głuchym łoskotem na podłogę. Wiedźma znalazła się tuż przy Damonie łapiąc go niespodziewanie za gardło. Zaczęła go dusić, powoli wysysając z niego życie.

- Czym ty kurwa jesteś – wychrypiał nauczyciel.

- Czystym złem. Kiedyś byłam dobrą czarodziejką, jednak zmieniły mnie czyny innych ludzi. Żeby przetrwać musze się żywić mięsem, a żadne nie jest tak dobre jak mięso dzieci. Zjem jednak ciebie, a twoje kiszki posłużą mi jako deser. – to mówiąc dalej zaciskała dłonie na szyji Damona. W miejscu gdzie dotykała zaczęło go parzyć. Czerwona skóra odłaziła płatami razem z mięsem. Szyderczy rechot wiedźmy słychać było w całym domu.

- Corporis Volant. – rozległ się szept.

Promień ugodził wiedźmę, która wypuściła starszego Salvatore, ten zaczął się krztusić i pluć krwią. Z cienia wyłoniła się postać mężczyzny.

- Zostaw mojego brata. – powiedział z mocą Stefano Salvatore. U jego boku Harry Potter trzymał różdżkę gotową do oddania każdego zaklęcia. Jednak po prostu szepnął.

- Crucio.

Połączenie dwóch zaklęć niewybaczalnych nie było do przetrawienia nawet dla potężnej wiedźmy. Klaus w międzyczasie wstał i wyrwał sobie drzewce z brzucha. Damon też podniósł się na nogi.

- Terro Tortura. – to zaklęcie ugodziło ją od strony Klausa.

Damon był mniej finezyjny.

- Avada Kedavra!

Gdy zielony promień dosięgnął wiedźmę ta oddała żywota już permanentnie. 

- Destructo – szepnął Stefano wskazując lalkę. – To coś w rodzaju Horkruksa Lorda Voldemorta. – rzekł gwoli wyjaśnienia. 

Wszyscy odetchnęli z ulgą. Aportowali się wprost do Hogwartu, stamtąd do gabinetu Dyrektora.

**

W siedzibie Voldemorta przed właścicielem klęczał Severus Snape.

- Cold Steel zaliczy Zachariasz. Ty Severusie przyniesiesz mi zwłoki naszej – zastanowił się chwilę Voldemort. – Drogiej Baby – Jagi. Słyszałem, że nie mogą z nią sobie poradzić, a ja zrobię z niej maszynę do zabijania. Dostanie tyle dzieci ile będzie chcieć


Rozdział V : Hogwart

 

Rozdział V : Hogwart

 

Michael i Demi byli szczęśliwym małżeństwem. On był dyrektorem firmy informatycznej. Ona dorabiała jako pomoc domowa u różnych małżeństw. Młodzi wieku 25 lat, mieli duży dom na obrzeżach Londynu. Poza tym Demi dwa lata wcześniej została matką. Na świat patrzyły duże brązowe oczy spod jasnobrązowych włosów. Była piękną kobietą o pełnych ustach i szczupłej sylwetce. On był umięśnionym mężczyzną ostrzyżonym na rekruta. Ich szczęścia dopełniała dwuletnia córeczka Abby.

Michael codziennie wychodził na spacer z psem. Czarnym owczarkiem Niemieckim o imieniu Brutus. Pół godziny z rana było poświęcone psu.

Ten poranek był taki sam jak inny. Ciemne chmury zasłaniały niebo, Michael trzymając psa na smyczy zdziwił się wielce, Brutus zaczął skamleć i skulił uszy po sobie. Wyraźnie czegoś się bał.

W pobliskich krzakach Michael znalazł porcelanową lalkę. Obejrzawszy ją stwierdził, że nie widział nigdy takiego egzemplarza. Lalka była z porcelany, miała kręcone czarne włosy i czujne spojrzenie. Nie przypominała lalek z pobliskich marketów. Z zabawką pod pachą ruszył w stronę domu.

Odpiął smycz psa który uciekł na górę do sypialni państwa. Mała Abby siedziała w foteliku bawiąc się łyżeczką, jej matka ubrana w dres podawała jej właśnie płatki z mlekiem.

Mike pocałował żonę w policzek i uśmiechnięty przytulił córkę.

- Zobacz co znalazłem – wyszczerzył się.

- Lala – mała wyciągnęła rączki – Daj lalę!

Zabawka znalazła się w rękach małej, która ucieszona czesała malutką rączką jej włosy

- Jestem głooodna.

- Mówiłaś coś? – spytał żony

Ta przecząco pokręciła głową.

Abby patrzyła na lalkę uśmiechnięta.

Żadna lalka jednak nie patrzyła nigdy na nią w ten sposób. Zupełnie jakby chciała ją zjeść.

***

Nastał dzień powrotu do Hogwartu. W Norze panował rozgardiasz. Po wielu trudach młodzi czarodzieje w końcu wybrali się mugolską taksówką na peron numer 9 i ¾ .

Harry znalazł sobie wolny przedział. Ron i Hermiona musieli iść do wagonu prefektów.

„Dziennik Voldemorta zniszczony w drugiej klasie. Pierścień Marvola zniszczył Dumbledore. Została jezcze czarka, diadem i Nagini” – myślał intensywnie.

Wyciągnął z kufra „Podstawy Czarnej Magii” i zagłębił się w lekturze. Nawet nie zauważył kiedy znaleźli się w Hogsmeade.

Powozami dotarli do Hogwartu. Gdy znaleźli się przy stole Gryffindoru, złote trio spojrzało na stół prezydialny.

Po obu stronach nowego dyrektora Profesora Saltzmana siedzieli Stefano i Damon Salvatore`owie.

Ubrani na czarno w skórzane kurtki czujnie obserwowali uczniów. Po ceremonii przydziału powstał Dyrektor.

Omiótł salę surowym spojrzeniem.

- Witajcie w Hogwarcie. – zagrzmiał. – Nazywam się Alaric Saltzman. To ja po śmierci Profesor McGonagall objąłem posadę dyrektora tej szlachetnej placówki. Najpierw mam do Was parę słów zanim zaczniecie spożywać te wspaniałe potrawy.

Zrobił efektowną pauzę i rzekł.

- Pragnę przedstawić wam nowych nauczycieli. Transmutacji będę nauczał ja.

Rozległy się brawa. Entuzjastycznie najbardziej klaskali Gryfoni razem z Harrym na czele.

- Obrony przed Czarną Magią będzie was uczył Profesor Damon Salvatore. Natomiast Czarnej Magii jego brat. Profesor Stefano Salvatore.

Oboje powstali i złożyli prawdziwie dworskie ukłony.

- Poza tym z racji funkcji nie mogę być opiekunem Gryffindoru. Tą funkcję przejmie Profesor Obrony przed Czarną Magią.

Ron szturchnął Harry`ego

- Ciekawe jaki będzie? Nie może być gorszy niż McGonagall. – szepnął.

Damon słysząc te wymianę zdań uśmiechnął się upiornie. Ron dostał deszczy od tego.

Saltzman odchrząknął.

- Profesor Slughorn będzie opiekunem Slytherinu oraz nauczycielem eliksirów. Natomiast Mugoloznastwa Będzie nauczał Profesor Antoni Macierewicz, gdyż Profesor Charity Burbage zginęła z ręki Lorda Voldemorta.

Od stołu powstał łysiejący starszy mężczyzna

- Wsuwajcie.

Po chwili rozległ się zwykły gwar. Potter pomyślał, że to będzie bardzo tajemniczy rok. A przede wszystkim jego ostatni w Hogwarcie.

Obok Ron zajadał się kawałkami kurczaka naprzemiennie zagryzając kiełbaskami. Hermiona patrzyła na niego zniesmaczona.

Harry dłubał niemrawo w swoim posiłku, myśląc gorączkowo nad słowami Hermiony w lecie.

„To wampir” kołatało mu się po głowie.

Nowy dyrektor patrzył na stół Gryfonów. Potter go intrygował, jednak sam nie mógł się nim zająć, a jeśli mógł potrzebował do tego asysty.

Stefano i Damon nie jedli nic, jedynie popijali ze swoich pucharów świdrując salę stalowym wzrokiem. Za późno przybyli do Hogwartu, ale Rick jako dyrektor nie pozwoli na to, żeby uczniom stała się krzywda.

**

Następny dzień w Hogwarcie rozpoczął się zwyczajnie. Złote Trio było w trakcie śniadania, gdy nagle za nimi rozległ się głos nowego Opiekuna.

- Wasze plany zajęć. – mruknął i wręczywszy pergaminy odszedł dostojnym krokiem dalej. Gdyby nie skórzana kurtka na ramionach można by było pomyśleć o nim jako o arystokracie z dobrego domu.

Ron spojrzał na plan i jęknął.

- Dwie godziny Obrony, potem Czarna Magia i Transmutacja w jeden dzień. Jak ja to zdzierżę?

Potter wywrócił oczami.

- Powtórzysz rok najwyżej i przestań narzekać bo mi się słabo robi jak tego słucham

Hermiona zrobiła oczy jak galeony, po Harrym nie spodziewała się takiej odzywki.

Jednak nie dane jej było się nad tym zastanawiać, gdyż powstał Alaric.

- Wybaczcie proszę, że przerywam wam ten smaczny posiłek. Na Polecenie nowego Ministra Magii do Hogwartu na siódmy rok wraca Dracon Malfoy.

Potter zakrztusił się pitą właśnie herbatą.

- I myślę – ciągnął Saltzman. – Że nie będzie z tego tytułu żadnych nieporozumień.

Pół godziny później udali się pod klasę Obrony. Draco już tam był, jak zwykle dostojny i arogancki. Stał pod ścianą, jednak bez asysty Crabbe`a i Goyle`a.

Weasley już otwierał usta, jednak ubiegł go Profesor Salvatore, który bezszelestnie pojawił się przy drzwiach.

- Zapraszam. – uśmiechnął się sardonicznie.

Wszyscy pozajmowali miejsca i sięgnęli do toreb po książki.

- Ejże. – podniósł głos. – Nie kazałem wam wyjmować podręczników. Zamiast nich różdżki.

Klasa odetchnęła z ulgą. Widać, że nowy Profesor nie lubił teorii.

Każdy wyciągnął różdżkę.

- Świetnie – podsumował Salvatore bębniąc bezgłośnie palcami w pulpit katedry. – Jak wiecie nazywam się Damon Salvatore. I to ja będę was Uczył Obrony przed Czarną Magią. Jeśli komuś nie odpowiada reprezentowany przeze mnie sposób nauczania może od razu wyjść. Nie wyciągnę z tego konsekwencji, jedynym czego może się taki klient spodziewać to „Z” na ouwtemach. Nie toleruję jednak lenistwa. Mieliście już sześciu nauczycieli – ostatnie słowo zabrzmiało jawnie jak kpina. – tej sztuki, jednak tylko z tego co wiem Profesor Lupin miał jako takie pojęcie o tym czego was uczy. Pierwsze czym się Zajmiemy to waszą znajomością zaklęć. Zapraszam Panie Malfoy.

Draco niepewnie podszedł do nauczyciela. Damon złożył idealnie dworski ukłon, patrząc w stalowoszare tęczówki młodego Ślizgona. Salvatore jedynie machnął różdżką, osłona wytworzona przez niego miała na celu nie przepuścić zbłąkanych zaklęć.

- Expelliarmus! – rzucił pierwszą klątwę Malfoy.

Damon nie odpowiedział. Po prostu zwinnie się uchylił

- Tarantangllera!

Nauczyciel wciąż się uchylał, robiąc ku Ślizgonowi kroki. Był coraz bliżej Dracona.

- Tylko tyle panie Malfoy? Zawiodłem się. Miałem nadzieję, że jako syn śmierciożercy będzie Pan znał więcej klątw. Może i liczyłem na Czarną Magię?

Hermiona wstrzymała powietrze w płucach, a Potter uśmiechnął się.

Malfoy kiwnął głową.

- CRUCIO! – zawył.

Damon zaśmiał się opętańczo.

- Tylko tyle? Corporis Volant!

Turkusowy promień uderzył Blondyna, nagle uniósł się z ziemi. To Damon miał nad nim kontrolę, machnął od niechcenia różdżką w prawo. Blondyn uderzył w ścianę z której posypał się tynk. Machnięcie różdżką w górę miało podobny efekt.

- I belive i can Fly – powiedział Profesor machnąwszy różdżką w lewo z większym impetem. – Proszę Pamiętać, że Zaklęcia Niewybaczalne są zakazane w Hogwarcie i ogólnie. Nie grozi Panu Azkaban, ale szlaban ze mną. Dziś o 21 powiedzmy.

Drugą dłoń wyciągnął przed siebie, po chwili trzymał w niej różdżkę Draco.

Malfoy upuszczony (dosłownie) na posadzkę ocierał krew z rozciętego czoła.

- Siad. – mruknął Damon. – Jakieś pytania?

Nikt się nie odezwał. Lekcja minęła na zapoznawaniu się z każdym uczniem pod kątem jego wiedzy. Najlepiej poradziło sobie GD.

**

- Zajebisty! – ryknął Ron po lekcji. – Pięknie potraktował Malfoya!

- Język Panie Weasley. – rozległ się głos Profesora Saltzmana. – A Profesor Salvatore pewnie ucieszy się z pańskiego uznania.

Dyrektor się uśmiechał.

**

- Witam Państwa. Nazywam się Stefano Salvatore. Będę was uczyć Czarnej Magii. – tak zaczęła się lekcja prowadzona przez Młodszego Salvatore.  – Preferuję praktykę, tak jak mój brat.

Cichy szmer rozległ się po klasie.

Stefano uniósł dłoń.

- Słyszałem o incydencie na lekcji Obrony. Wiedzcie, że Damon wie co robi. Z niejednego pieca chleb jadał.

- Ale panie profesorze. – zaprotestowała Hermiona. – To było niedopuszczalne! Malfoy Malfoyem, ale jest też uczniem!

Stefano spojrzał na dziewczynę.

- A czy Lord Voldemort spyta o Pani status?

To zamknęło dziewczynie usta. Klasa wpatrywała się w nowego Profesora z podziwem.

- Czarna Magia nie jest zabawą. Może każdego pochłonąć. Ja sam wyrwałem się z jej łap zaledwie w ostatniej chwili. – zrobił efektowną pauzę. – Dlatego to ja Pańtwa uczę, a nie mój brat, ani Profesor Saltzman. Czego się będziemy uczyć? Na dzień dzisiejszy Zaklęć Niewybaczalnych.

**

Demi Seviper płakała. Jej mąż Michael tulił ją do siebie. Przed domem stał łysy policjant około sześćdziesięciu lat. Krople potu perliły się na skroni.

Ich córka Abby została znaleziona martwa. Wyglądało to na atak dzikich zwierząt. W ręku trzymała porcelanową lalkę. O ile zabawki mogły się uśmiechać, uśmiech tej lalki był błogi a zarazem sadystyczny.

**

Potter Wyszedł po lekcji z mieszanymi uczuciami. Nowi Profesorowie. Bracia, a jednak tak odmienni. Oboje wyrabiali sobie renomę. Damon. Normalny nauczyciel Obrony pokroju Remusa Lupina, Stefano, poznał go już wcześniej, ale swoje zajęcia prowadził ciekawie. Wytłumaczył im teorię zakazanych klątw. Ron i Hermiona udali się na obiad, Harry natomiast samotnie przemierzał korytarze Hogwartu.

Tak zastał go Dyrektor.

- Witaj Harry – wyciągnął dłoń a Potter oniemiały ją uścisnął. Nawet Dumbledore nie witał się z nim nigdy w taki sposób. – Zapraszam do Gabinetu

Gdy już usiedli Harry zobaczył oboje nowych Profesorów.

- Musisz nam pomóc. Mugolską baśń o Jasiu i Małgosi kojarzysz?

Przytaknął.

- Mamy do czynienia z gorszym od Lorda Voldemorta. Baba – Jaga to nie wymysł. Atakuje i nie możemy się jej pozbyć mimo, że raz została zabita. Mogę na Ciebie liczyć?

Damon i Stefano stali nieporuszeni z rękoma w kieszeniach. Widząc zdecydowanie młodego Pottera Stefano uśmiechnął się.

- Nie pójdziesz sam. – podjął Dyrektor. – Dostaniesz asystenta w osobie. – zamyślił się. – Damonie, mógłbyś?

- Pewnie Rick.

Harry otrząsnął się z szoku.

- Kto ją zabił Dyrektorze?

- Profesor Damon Harry. Jak zauważyłeś jest potężnym czarno magiem, mimo, że uczy Was Obrony. – uśmiechnął się Saltzman.

- Wiedziałem Rick, jednak jesteś za ostry. – rozległ się głos, którego Potter nie słyszał od Czerwca. Spojrzał w górę i zobaczył uśmiechniętego Dumbledore`a. - Witajcie.

- Profesorze – skinął głową Stefano a Damon powtórzył gest brata.

- Przymknij się Albusie. – mruknął Saltzman. – Wojna jest jakbyś stracił rachubę.

Nagle do Gabinetu ktoś zapukał. Wkroczył mężczyzna ubrany w długą czarną szatę podróżną. Pociągła słowiańska twarz miała ostre rysy, tajemniczy uśmiech przykuwał wzrok współgrając z miodowymi oczyma.

Stał i patrzył.

- Wreszcie. – odetchnął Damon. – Harry poznaj Lorda Niklausa.

Potter wstał z fotela i ukłonił się. Nie tak idealnie jak Damon, ale się starał.

- Witam Milordzie.

- Och – zacmokał przybyły basowym głosem w którym był słyszalny słowiański akcent. – Nazywaj mnie Klausem. Wiecie kto jest Nowym Ministrem Magii?

- Ja wiem – odezwał się Rick. – Severus Snape.

- To ja się wynoszę na Kamczatkę. – odezwał się zrezygnowany Potter.

- Niekoniecznie – uśmiechnął się Klaus – Puszcza Kampinowska wystarczy. Jeśli Damon nie mógł ja szmatę wykończę.

- A ja? – spytał Harry.

- Będziesz szukał z Damonem bunkra, w którym są zaginione dzieci.


poniedziałek, 29 lutego 2016

Rozdział IV : „Nie tylko Voldemort”

Rozdział IV : „Nie tylko Voldemort”

Nora. Jedyne miejsce gdzie Potter czuł się bezpiecznie. Wchodząc do pomieszczenia, w którym czuł się jak w domu nie mógł się nie uśmiechnąć. W tym domu był akceptowany jak członek rodziny. U Dursleyów tego nie doświadczył.
Zaraz gdy tylko przekroczył próg Nory Molly Weasley przygarnęła go w swoje ramiona.
- Harry kochaneczku – uśmiechnęła się czule, co Harry odwzajemnił. – Jesteś pewnie głodny. Usiądź zaraz przygotuje ci coś do jedzenia.
Potter usiadł przy stole. Zaraz Pani Weasley za pomocą różdżki ustawiła na stole talerz, oraz sztućce i kubek z sokiem dyniowym.
Harry jako, że u Dursleyów żywił się tylko coraz bardziej wyschniętymi ciastami pochlonął cztery kiełbasy i sporą porcję smażonych ziemniaków.
Gdy skończył jeść odetchnął z ulgą.
Przeprosił Molly i udając się do pokoju Rona położył się spać. Nie Przeczuwał, że następny dzień będzie dość niezwykły.
Zasypiając miał przed oczami nowego nauczyciela Czarnej Magii
„Poszedłem za obcym człowiekiem. Po tym co przeszedłem nie powinienem. Dlaczego zaufałem?”
**
W pokoju hotelu Londynu znajdowało się troje mężczyzn. Szarooki mężczyzna ubrany w czerwoną koszulę i czarne spodnie, obok niego siedział na fotelu pokrytym perkalem osobnik tej samej płci. Jego włosy były ciemnobrązowe. Narząd wzroku w kolorze błękitu nieba spoglądał na świat czujnym spojrzeniem. Czarna koszula i tego samego koloru skórzane spodnie dopełniały dzieła. Naprzeciw nich siedział osobnik płci męskiej, który ubrany był w zielony bezrękawnik i niebieskiego koloru spodnie.
Ten ostatni machnął ręką. Na stole znalazły się szklanki z Irlandzką Whiskey. Każdy z nich upił taktownie łyk.
Na stole między nimi leżał najnowszy egzemplarz „Proroka Codziennego”
Mężczyzna ubrany na czarno sięgnął po niego.
Nagłówek głosił :

„Kolejne dziecko znalezione martwe!”

Jak donosi nasz specjalny korespondent, w porozumieniu z Polskim Ministrem Magii Panem Wojciechem Winklerem nie grozi nam tylko „Sami – Wiecie – Kto”
„Dzieci znikają z domów. Placów zabaw, lub ze zwykłych spacerów” – mówi Pan Winkler. – Czy mamy do czynienia z odpowiednikiem Lorda Voldemorta? Do tej pory czwarte dziecko zostało znalezione martwe. Co jest najpaskudniejsze dzieci zostały znalezione bez wnętrzności. Korpusy były puste. Często brakowało im rąk i nóg. Oględziny uzdrowicieli pozwoliły wykazać, że wygląda to na atak dzikich zwierząt. Czy to na pewno prawda?” – pyta Winkler.
**
Resztę artykułu zasłaniała szklaneczka z Whiskey. Mężczyzna odziany na czarno poprawił czarną skórzaną kurtkę, która zwisała mu na ramionach.
- Jak myślicie Panowie? – odezwał się Stefano. – Mity okazują się prawdą?
- Szmata wróciła – Damon przymrużył oczy. Jego niebieskie tęczówki przybrały złowrogi odblask. – A to znaczy, że żadne dziecko nie jest bezpieczne.
- O kim mowa Damonie? – zwrócił się do niego Alaric siedząc w wygodnym fotelu naprzeciw Damona.
Damon spojrzał w wesoło trzaskający kominek.
- Rick – zwrócił się do niego po dłuższej chwili ciszy. – Mugolskie baśnie braci Grimm czytałeś?
Alaric skinął głową.
Damon uśmiechnął się wrednie.
- Ktoś te dzieci pożera. A ja wiem kto.
**
Puszcza Kampinowska w Polsce o tej porze dnia była opustoszała.  Jedyne co zaklóciło ciszę późnej nocy to trzask jakby suchej gałęzi. Jednak to nie zwierzę. W środku lasu zmaterializował się mężczyzna o włosach czarnych jak heban. Niebieskie oczy świdrowały każdy zakamarek listowia. Mężczyzna szedł spokojnie cały czas wprost. Współrzędne jakie otrzymał od przyjaciela pozwalały mu bez trudu dotrzeć na miejsce. Jednak widok który zobaczył zaparł mu dech w piersi.
Przed nim stała obskurna rudera. Zbita z byle jakich desek, odstraszała całym swoim wyglądem.
Jednak najgorsze było otoczenie. Mur z drutów kolczastych, na wszelkie bolce były ponabijane ludzkie czaszki. W bramie zamiast dziurki od klucza znajdowały się ludzkie usta wykrzywione w grymasie bólu.
Damon poprawił kołnierz.
- A więc to prawda. – szepnął pod nosem. Po czym uginając nogi przeskoczył nad ogrodzeniem ruszając ku drzwiom domostwa. One były umalowane ludzką krwią.
Potężny kopniak naruszył zawiasy. Drugi wyrwał z nich drzwi.
Wchodząc do środka uderzył go w nozdrza smród.
To był smród ludzkiego mięsa.
Pomieszczenie było jedno.
Wszędzie były porozwieszane skóry zwierząt. Pod sufitem znajdowały się ludzkie kończyny.
Na środku stał kocioł. Jednak to postać stojąca przy nim poruszyła młodego Salvatore.
Stara kobieta, ubrana w najgorsze łachmany mieszała w kotle różdżką. Gdy się odwróciła spojrzała pustymi oczodołami. Jej twarz była poryta zmarszczkami, a włosy plątały się w pecynach błota i były przetłuszczone.
Była to Baba Jaga. Czarownica Polskich lasów. Wiecznie głodna pożeraczka niewinnych dzieci.
- Jestem głooodna. – Zaskrzeczała zjawa. – Daj mi coś do jedzenia, inaczej zjem Ciebie.
Damon oparł się nonszalancko o framugę drzwi. Jego twarz wykrzywił upiorny uśmiech.
- Weź sobie. – jawnie zakpił. – Albo zgiń próbując.
Nagle wiedźma znalazła się tuż przy nim robiąc zamach dłonią. Jednak czarnowłosy był szybszy. Złapał łokieć czarownicy trzymając go w żelaznym uścisku.
- Jeszcze raz – syknął patrząc jej prosto w oczy – A wyrwę ci struny głosowe. – szeptał jadowicie – I zagram na nich symfonię.
Kopniak brata Stefano przewrócił wiedźmę na przeciwległą ścianę. Z wściekłością syknęła jednak Damon nic sobie z tego nie robił. Założył ręce na klatce piersiowej i spokojnie czekał.
Wiedźma znów spróbowała tego samego manewru. Tym razem Damon złamał jej rękę.
- Gdzie dzieci tępa pizdo? – spytał z wrogością w głosie.
- Zjadłam je. – zaśmiała się chrapliwym głosem. W jej oczach było widoczne szaleństwo. – Nie Pokonasz mnie. Żaden człowiek nie pokona Baby Jagi! – krzyknęła. – Będę pożerać miliony dzieci! – to mówiąc pluła śliną. Wyglądała jak opętana.
Damon wywrócił oczyma. Nagle jego tęczówki nabiegły krwią. Zęby wydłużyły się ukazując kły.
Uśmiechnął się drapieżnie.
- Człowiek nie. Wampir owszem.
Kły zanużyły się w starej szyji wypełniając usta osoczem i czerwonym płynem
„Gin szmato” – to była ostatnia myśl młodego wampira.
Jednak został odepchnięty zaklęciem niewerbalnym.
Z szyi wiedźmy sączył się strumień czerwonej cieczy. W jej oczach malowała się wściekłość. Jednak Damon wyciągnął przed siebie rękę.
- Cursewind – szepnął.
Czarny promień dosięgnął wiedźmę. Zaczęła się wić w przedśmiertelnych drgawkach, upadając na kolana. Zdążyła ryknąć
- Idź do piekła!
- Już tam byłem – powiedział ze spokojem Damon – Nie spodobało mi się. AVADA KEDAVRA!
**
Niedzielne popołudnie w Norze mijało dość szybko. Harry Ron i Hermiona po hucznym ślubie Billa i Fleur postanowili posłużyć się czasem wolnym i uczyć się nowych zaklęć. Nawet Ron jako klasyczny przykład lenia przyłożył się do nauki.
Harry pod pretekstem złego samopoczucia udał się do pokoju Rona. Nie minęła chwila pojawiła się przy nim Hermiona. Tego lata opaliła się ciemnobrązowy kolor, co dodawało jej uroku. Ubrana w niebieską koszulkę na ramiączkach i krótką spódniczkę za kolano prezentowała się naprawdę pięknie.
Ukazująć perłowobiałe zęby uśmiechnęła się do Pottera siedając na łóżku.
- Wracasz do Hogwartu? – spytała/
Potter wpatrzył się w sufit. Długo to robił, jednak myśli krążyły wokół Horkruksów i Voldemorta. W końcu spojrzał na przyjaciółkę.
- Nasi nowi Profesorowie znają się na rzeczy. Nie wiem dlaczego ale przy Profesorze Salvatore naprawdę czułem się bezpiecznie. Spojrzał na mnie i już wiedziałem, że mogę mu zaufać. – wyznał szczeerze Harry. – Tak Hermiono. Wracam do Hogwartu. Ale też nie rezygnuję z poszukiwania haka na Voldemorta.
Z gracją tajfuna do pokoju wpadł ubrany w szary dres Ron. Przytył i zapuścił włosy. Jednak dalej był tym samym Weasleyem.
- Strzałeczka sąsiady! – zawołał od progu. – Co jest?
Harry i Hermiona opowiedzieli mu co postanowili. Weasley
 przystał z miejsca na propozycję powrotu do Hogwartu.
- Harry – odezwała się nagle Hermiona. – Czy gdy patrzyłeś na nowego Profesora miałeś wrażenie, że twoje myśli są w rozsypce i Jesteś szczęślwy bez powodu?
Harry myślał. W końcu skinął niepewnie głową.
Hermiona zbladła.
Ron potrząsnął ją za ramiona. Gdy to nie pomogło musiał ją spoliczkować. Dopiero wtedy spojrzała na obu przyjaciół.
- Hermiono co jest? – spytał Rudzielec. – Znów śmierciożerca? – uśmiechnął się nerwowo.
- Nie Ron. – szepnęła Granger. – To wampir.
Harry i Ron wymienili zdziwione spojrzenia. Po rewelacjach a propos zniknięciu dzieci mieli się oboje na baczności.
Wiedzieli, że Poluje na nich ktoś inny.
Nie tylko Voldemort
**
- Jak poszło Damonie? – spytał wychodząc z mugolskiego pubu Alaric. Odgarnął z włosów kosmyk włosów i spojrzał w oczy przyjaciela.
Damon z nonszalancją przejechał po włosach.
- Szmata nie żyje. To najważniejsze Rick – uśmiechnął się drapieżnie. – Jakby nie patrzeć wiedźma i wampir nigdy nie mają ze sobą szans. Teraz musimy znaleźć jej bunkier. I co najważniejsze zaginione dzieci.

Rozdział III - Nowy Dyrektor Hogwartu

Po latach powracam z reaktywacją bloga i nowym rozdziałem;) Zapraszam do lektury i komentowania. Dokończę tego bloga, Obiecuję Wam;)

***


Rozdział III – Nowy Dyrektor Hogwartu

Privet Drive 4. Ulica skąpana w mroku. Jedynym oświetleniem były tutaj okoliczne latarnie dające słaby snop światła na domowe wzorowo utrzymane trawniki. Ciszę nocy rozdarł odgłos silnika. Jezdnię przecinał czerwony chevrolet nova, kierowca prowadził go spokojnie i metodycznie. Zatrzymał się wprost pod numerem 4.

***
Pokój stołowy w Malfoy Manor był oświetlony blaskiem kandelabrów. U szczytu stołu wśród postaci odzianych w czerń siedział sam Lord Voldemort. Jego gadzia fizjonomia była wykrzywiona w grymasie furii. Właśnie doniesiono mu, że Lucjusz Malfoy został znaleziony martwy. Rzeczony Zachariasz z którym miał się spotkać siedział po prawicy Lorda. Zaraz obok bladego Severusa Snape`a.
Zachariasz był blondynem, wychudła twarz upodabniała go do nieboszczyka. Blizna ciągnąca się od szyji do lewego oczodołu sprawiała upiorne wrażenie. Jego oczy barwy czystej stali biły chłodem.
- A więc – odezwał się Voldemort ściskając w palcach różdżkę. – Lucjusz nie żyje. Zachary?
Wezwany wstał.
- Tak Panie?
- Masz mi coś do Powiedzenia na ten temat? – głos Voldemorta ociekał sarkazmem i grożbą śmierci. Wbił spojrzenie czerwonych oczu prosto w blondyna, jednak ten twardo patrzył w czerwone tęczówki
Siedzący obok niego Snape wpatrywał się w te scenę z niedowierzaniem.
„Ma gnój stalowe nerwy. Żaden z nas nie patrzył się Czarnemu Panu prosto w oczy” – ta myśl zabłysła w głowie Mistrza Eliksirów.
- Mój Panie, Lucjusza znalazł barman. Miał wyrwane serce – głos śmierciożercy był spokojny, jednak dało się w nim wyczuć o dziwo nutę rozbawienia. – Nie wiem co się stało. Na spotkanie przybyłem punktualnie.
Voldemort długo wpatrywał się w swoją różdżkę.
- Snape! – Zagrzmiał w końcu. – Wiesz co Masz robić. Twój cel to Cold Steel. Zachary. Możesz Odejść.
Oboje wyszli z pomieszczenia przez przepastne korytarze Malfoy Manor. Severus obok młodego śmierciożercy.
- Jakim cudem napyskowałeś Czarnemu Panu i jeszcze Żyjesz? – zdumienie Severusa sięgało zenitu.
- To mój mały sekret. Ty Jesteś TEN Severus Snape? Zabójca Dumbledore`a? – blondyn cechował się niespodziewanym spokojem.
- Zależy kto pyta – tym razem w głosie Snape`a jawnie zabrzmiała ironia.
Uśmiech blondyna stał się szerszy. Wyciągnął dłoń ku byłemu Mistrzowi Eliksirów
- Zachariasz Salvatore.
***
Privet Drive 4 spało spokojnym snem. Z czerwonego chevroleta wysiadł mężczyzna odziany w czarny podkoszulek, podkute metalem glany i tego samego koloru spodnie. Brązowe włosy układały się do tyłu zaczesane na żel. Na świat spoglądały czujne czerwone oczy.Mięsnie rysowały się twardo pod opaloną na ciemny brąz skórą.
Spręzystym krokiem podszedł do drzwi wejściowych. Na górze paliło się światło. Ten jedyny pokój żył w tym domostwie
Przybysz uśmiechnął się pod nosem
„Jest tam Pan Panie Potter”
**
W międzyczasie Harry siedział na łóżku czytając „Proroka Codziennego” Zielone oczy śledziły tekst który wywoływał w nim niemałe zdumienie a i potem złość.

„Alaric Saltzman nowym Dyrektorem Hogwartu
Po ubiegłych wydarzeniach mających miejsce w czerwcu ubiegłego roku, z ręki Severusa Snape`a zginął Albus Dumbledore. Dumbledore był wielkim czarodziejem, którego bał się najbardziej Sami-Wiecie-Kto.
Po śmierci jego następcy Minerwy McGonagall, Ministerstwo w końcu mianowało odpowiednią osobę.
Jest nią Profesor Alaric Saltzman. Niegdyś Szef Biura Aurorów w Kanadzie. Pan Saltzman od razu zgodził się na przewodniczenie szkołą. Liczymy, że poprowadzi tą uczelnię równie dobrze jak sam Albus Dumbledore.

- KTO SIĘ TAM DOBIJA DO KURWY NĘDZY?! – rozległ się krzyk Wuja Vernona.
Pukanie stawało się głośniejsze i natarczywe.
Otwierając drzwi stanął oko w oko z młodym mężczyzną o brązowych włosach.
- Pan Vernon Dursley? – spytał przybysz z wyraźnym nienagannym włoskim akcentem. – Przyszedłem do Harry`ego Pottera.
- LUDZIE JEGO POKROJU?! WYPIERDALAJ PAN! WIĘCEJ WAS NIE BYŁO!! NAJPIERW MÓJ SYN MA ŚWIŃSKI OGON! SIOSTRA LECI POD SUFIT! PASKUDZTWA W MOJEJ KUCHNI! JESZCZE WAM MAŁO?!
- Proszę się uspokoić Panie Dursley. – przybysz nie tracił opanowania. – Inaczej będę zmuszony również podnieść ton.
Nikt nie zauważył Harry`ego przyglądającego się tej scenie. W postawie ich „Gościa” było coś co paraliżowało całkowicie. Spokój i kultura jaką cechował się ten człowiek dorównywały jedynie elokwencji Dumbledore`a.
- Witam Panie Potter – odezwał się nieznajomy dostrzegłszy Harry`ego. Nonszalancko oparł się o framugę.
Wuj Vernon słysząc to uniósł pięść gotowy do uderzenia.
W tym momencie Harry skulił się w sobie oczekując na cios.
Jednak zamiast ciosu był słyszalny chrzęst łamanej kości. To nieznajomy chwycił Wuja za łokieć i najzwyczajniej w świecie złamał mu rękę.
- Dżentelmen nie rozwiązuje spraw siłowo – orzekł wśród jęków Vernona który zwalił się na podłogę trzymając zdrową dłonią chorę ramie.
Petunia i Dudley obudzeni hałasem patrzyli na to w przerażniu
- Pan Potter – nieznajomy wyciągnął dłoń. – Nazywam się Stefano Salvatore – uśmiechnął się a Potter uśmiech odwzajemnił. Czuł, że może zaufać nieznajomemu.
- Jak Pan wie – podjął wątek Stefano. – Hogwart zostanie ponownie otwarty, mimo wcześniejszych zapewnień Ministerstwa. Nowy Dyrektor jest kompetentnym czarodziejem, znam go osobiście, a ja jestem Pańskim nowym nauczycielem.
Potter aż usiadł. Stefano nie krępując się przeszedł nad cielskiem chlipiącego Vernona., po czym oparł się o stół.
- Obrona?
- Czarna Magia Panie Potter. Zło pokona Pan jedynie złem. Pomogę Panu w poszukiwaniu Horkruksów Voldemorta, proszę mi zaufać. Nie Jestem pieskiem Gada.
- A Obrona i Transmutacja?
- Obrony przed Czarną Magią będzie uczył mój brat Damon. Transmutacji Profesor Saltzman. – uśmiechnął się Salvatore. – Nawiasem mówiąc dobrze, że ja tu przyjechałem a nie mój brat. Inaczej z Pańskiego Wuja zostałyby krwawe strzępy. Zabieram Pana do Nory. Tam spędzi Pan resztę wakacji. Przed domem uaktywni się świstoklik, dokładnie za 30 sekund. Pańskie rzeczy już są w Norze. Za chwilę do Pana dołączę.
Potter oczywiście skorzystał z porady i aportował się wprost przed Dom Weasleyów.
Czekało tam na niego dwoje ludzi. Odziany w czarną skórzaną kurtkę chłopak i starszy jegomość obcięty na rekruta.
- Witaj Harry – zaczął młodszy – Zapewne mój brat opowiedział ci co i jak. Damon Salvatore – wyciągnął dłoń. – Twój nowy nauczyciel Obrony przed Czarną Magią. A ten tu przystojniak – Harry parsknął śmiechem. – To Alaric Saltzman. Twój nowy Dyrektor.
- Stefano to Pański brat? – spytał Potter.
- Owszem – potwierdził Damon. - Leć Harry. Zobaczymy się w Hogwarcie.
**
Stefano przeszedł nad jęczącym Vernonem. Stojąc na ganku obserwował jego twarz oraz żony i syna.
- Za te wszystkie lata – syknął i złożył dłonie jak do modlitwy – Terro Tortura.
Wrzask jaki wstrząsnął całym Privet Drive był gorszy od krzyku piekielnych dusz.


sobota, 8 września 2012

Rozdział II : Władza Lorda Voldemorta

Rozdział II : Władza Lorda Voldemorta
Przez gęste zarośla pośpiesznym krokiem szło dwóch mężczyzn. Odziani byli w czarne szaty, peleryny łopotały za nimi na wietrze. Przed nimi w ciemnościach nocy rozpościerał się widok imponującego zamku. Jeden z nich podwinął rękaw szaty ukazując tatuaż, czaszkę z której ust wysuwał się wężowy język. Światło księżyca padło na jego twarz, ukazując smagłą cerę i haczykowaty nos. Brama otwarła się z głośnym zgrzytem. Drugi z mężczyzn o stalowych długich włosach szedł wraz za swoim kompanem. Minąwszy bramę wejściową zmierzali wprost do salonu, gdzie światło dawały jedynie pochodnie na ścianach i zielony płomień w kominku.
Przy długim stole siedziało wiele postaci, jednak każdy miał na twarzy białą maskę.
Na szczycie siedział mężczyzna o bladej skórze. W miejscu gdzie powinien znajdować się nos miał dwie szparki jak u węża, gdy obrzucił zebranych wzrokiem okazało się, że źrenice są pionowe jak u gada. Na jego szyji spoczywał zwinięty wielki wąż, ów mężczyzna głaskał go jak kocię.
Gdy nowoprzybyli usiedli na swoich miejscach odezwał się.
- Severusie, Lucjuszu, śmiem stwierdzić, że już jesteśmy wszyscy w komplecie. – na jego twarzy wykwitło coś na podobieństwo uśmiechu. – Glizdogonie, bądź tak uprzejmy i wprowadź gościa.
Otyły mężczyzna siedzący w ukryciu za fotelem swojego pana machnął różdżką, nad stołem zawisło ciało kobiety. Siwe włosy, które zwykle miała upięte w ciasny kok były teraz rozpuszczone. Na twarzy były widoczne ślady zadrapań. Podpuchnięte oczy były bez wyrazu, jednak otwarte.
Snape wpatrywał się w tę scenerię z kamiennym wyrazem twarzy.
- Jak Widzicie moi śmierciożercy swoją obecnością zaszczyciła nas sama Minerwa McGonagall. Do niedawna wicedyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Po śmierci naszego drogiego Dumbledore`a miała zastąpić go na stanowisku dyrektora. – tu zrobił pauzę, obrzucił zebranych swoim gadzim spojrzeniem i kontynuował. – Jednakże, zrezygnowała przymusowo z tej funkcji. Zastąpi ją nasz człowiek. Podobnie jak w Ministerstwie Magii. Ktoś ma coś przeciwko?
Gdy nikt nie raczył zabrać głosu wyciągnął różdżkę, jednak po chwili ją schował.
- Lucjuszu – zwrócił się do blondyna. – Twój syn nie potrafił zabić Albusa, więc liczę, że chociaż Ty wykażesz lojalność wobec swojego pana.
Starszy Malfoy wyciągnął różdżkę.
- Avada Kedavra!
Ciało Minerwy McGonagall upadło z głuchym łoskotem na stół. Nie było wątpliwości, że jest martwa.
- Wybornie. – syknął Voldemort. – Resztę spraw omówimy kolejnym razem. Lucjuszu, udasz się na Nokturn. W tamtejszej gospodzie będzie czekał na Ciebie nasz człowiek. Spytaj o Zachariasza. Barman powinien cię do niego zaprowadzić. Razem z nim udasz się na rekrutację nowych członków do naszej armii. Teraz nie ma Dumbledore`a, więc nie będzie w stanie nam przeszkadzać jak to czynił do tej pory. Koniec zebrania.
Wszyscy opuścili pomieszczenie. Jedynie Voldemort został przemawiając do swojego węża.
- To Twoja kolacja Nagini. A Pottera dostaniesz w swoim czasie.
**
NOKTURN – DWIE GODZINY PÓŹNIEJ.
Lucjusz Malfoy przemierzał ponure aleje Ulicy Śmiertelnego Nokturnu by w końcu dotrzeć do jedynej w tym miejscu gospody „Czarna Wdowa” Był to obskurny bar, jednak światek przestępczy miał tu swój azyl. To nie był Dziurawy Kocioł na ulicy Pokątnej. Tutaj żaden porządny czarodziej nie miał racji bytu.
Lucjusz żwawym krokiem podszedł do barmana. Był to gruby łysy mężczyzna z twarzą pokrytą bliznami. Jego jedna ręka była jak dwie Malfoya.
- Czego? – warknął
- Szukam Zachariasza. – odezwał się tym samym tonem Lucjusz.
- Może ja będę mógł pomóc? – odezwał się młody głos z nienagannym włoskim akcentem. Malfoy spojrzawszy w tamtą stronę ujrzał wysokiego czarnowłosego mężczyznę. Skórzana czarna kurtka i tego samego koloru spodnie dopełniały jego ubioru.
- A kimże jesteś? – spytał Lucjusz. – Kolejny zadufany w sobie arystokrata?
- Proszę się przysiąść panie Malfoy – odezwał się nieznajomy. – I radzę mnie nie obrażać. Barman! To samo dla tego pana.
Gdy barman nalał Lucjuszowi szklankę whisky oddalił się bez słowa.
- Skąd znasz moje nazwisko? – drążył temat Lucjusz. Nie Podobało mu się to, że ktoś obcy go rozpoznał.
Czarnowłosy uśmiechnął się kątem ust.
- Lucjusz Malfoy, przez długi czas działacz w Ministerstwie Magii, ceniony doradca byłego ministra Knota. Lecz także prowadzi Pan drugie życie jako jeden z najbardziej cenionych śmierciożerców Lorda Voldemorta. Czyżbym coś pominął?
Blondyn zamarł, zaczął się pocić jednak nie zauważył jak czarnowłosy szybkim ruchem ręki wgniótł mu pierś na wysokości serca. Dłoń po prostu zagłębiła się w tkance i zacisnęła na sercu.
- Nie Jestem byle kim panie Malfoy. Mógłbym zostawić pana przy życiu lecz tego nie zrobię. A Pan i Voldemort spotkacie się osobiście w piekle.
To mówiąc ścisnął organ, następnie go wyrywając. Malfoy upadł, jednak takie widoki na nikim z bywalców nie robiły wrażenia. Bójki były tu na porządku dziennym.
- To za Profesor McGonagall. – rzekł nieznajomy. – A Hogwart i tak zostanie pod należytą ochroną.
To mówiąc rzucił dwa galeony na blat i szybkim krokiem opuścił lokal.
Na zewnątrz czekał na niego drugi mężczyzna. Ostrzyżony na rekruta wpatrywał się beznamiętnie w towarzysza.
- Co jest Rick? – spytał czarnowłosy.
- Mogło się obyć bez morderstwa Damonie. Chociaż jak znam ciebie trudno by było – uśmiechnął się Rick.
- Gdzie jest Stefano?
- W drodze na Privet Drive. – odparł Rick. – I myślę, że i my powinniśmy tam się udać.
To mówiąc wsiedli do czerwonego jaguara zaparkowanego obok. Damon uruchomił pojazd i oboje ruszyli pustymi ulicami Londynu.

wtorek, 21 sierpnia 2012

Rozdział I : Mystic Falls


Jest to mój własny VII Tom Harry`ego Pottera. Liczę, że nie zawiodę Waszych oczekiwań.
Notka i całość bloga poświęcone są dwóm osobom.
Lilith - Za wsparcie:*
Sylwii Slytherin - Harry Potter i Azyl Czasu. Tobie też Dziękuję za nasze wspólne rozmowy na GG:)


Rozdział I : Mystic Falls

Zaczernione niebo rozdarł huk pioruna. Rzęsiste krople deszczu spadały na asfalt czyniąc go całkowicie mokrym, drzewa były targane przez wichurę, która z łatwością mogła wyrwać je wraz z korzeniami. Żaden człowiek w taką pogodę nie wychodził z domowego zacisza. Wszyscy byli skupieni wokół kominków i czekali aż nawałnica ustąpi światłu słońca.

Jedynie młodzieniec o brązowych włosach ubrany w niedbale założoną niebieską koszulę o orzechowych oczach siedział na werandzie staromodnego domostwa ze szklanką whisky w ręku. Popijał trunek wolnymi łykami delektując się smakiem napoju. Deszcz i burza najwidoczniej nie robiły na nim wrażenia.

Wstał z ławki, oparłszy się o drewnianą balustradę wpatrzył się w mrok.

Bowiem tylko w mroku odnalazł prawdziwego sprzymierzeńca.

Skrzypienie drzwi oderwało jego wzrok od ciemności terenu. Spojrzawszy w tamtą stronę dostrzegł drugiego mężczyznę również ze szklanką trunku w ręce. Skórzana czarna kurtka i tego samego koloru spodnie, połączone z drwiącym wyrazem twarzy a także kruczoczarnymi włosami sprawiały wrażenie, iż ma się do czynienia z ideałem płci męskiej.

- Witaj bracie. – odezwał się czarnowłosy. – Stoisz sam, gdy na dworze szaleje kataklizm? – sarkazm w jego głosie dało się wyczuć w każdym jednym słowie. – Oczekujesz zbawienia? A może chcesz ukoić skołatane nerwy?

Brązowowłosy wytrzymał spojrzenie oczu zimnych jak stal. Wpatrywali się w siebie przez chwilę.

- To już całe pięć lat Damonie. – odezwał się zmęczonym głosem. – Nie wiem co jeszcze trzyma mnie w Mystic Falls.

Mężczyzna nazwany Damonem odstawił swoją do połowy już opróżnioną szklankę.

- Mi też jej brakuje Stefano. Jednak nic na to nie poradzimy, odkąd zginęła poświęcając siebie nic nie jest takie samo.

Stefano zwinnym kocim ruchem przeskoczył przez poręcz i usiadł w pozycji kwiatu lotosu na mokrej trawie.

- Przyłączysz się? – zapytał spokojnym głosem.

- Nie tym razem braciszku. – Damon spojrzał w mrok. – Mamy gościa.

Gościem okazał się obcięty na rekruta mężczyzna z brązową brodą. Ubrany był w dżinsy i czarną koszulę. Na świat patrzyły bystre zielone oczy.

- Cześć Rick – przywitał się Stefano.

Nowoprzybyły skinął mu głową. Lewą rękę trzymał za pazuchą.

- Lepiej wejdźmy do środka. – odezwał się niespokojnym tonem. – Mam dla Was nowiny.

Rozsiedli się przy okrągłym stoliczku do kawy, jednak Damon postawił przed Rickiem kieliszek i wlał mu szkockiej.

Rick wyciągnął dłoń zza pazuchy trzymając w niej gazetę. Na pierwszej stronie widniało zdjęcie długowłosego siwego starca. Nagłówek pod spodem głosił



ALBUS DUMBLEDORE NIE ŻYJE!



Miesiąc temu zamordowany został Albus Dumbledore, Dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Zabójstwa dokonał Profesor Severus Snape. Nauczyciel Eliksirów a w ostatnim roku Obrony przed Czarną Magią.

Jak wszyscy wiemy Dumbledore był jedyną osobą jakiej bał się Ten Którego Imienia nie Wolno Wymawiać. Kto teraz zajmie się organizacją znaną jako Zakon Feniksa, która skutecznie walczyła z poplecznikami Sami – Wiecie – Kogo. Czy Dumbledore wyraził swoją wolę w ostatnim testamencie? Więcej na stronie 8.



Stefano i Damon przyglądali się w skupieniu artykułowi. Rick popijał alkohol obserwując obu.

Wreszcie po krótkiej chwili odezwał się Stefano.

- Sami Wiecie Kto. – zamyślił się. – Słyszałem o nim będąc w Londynie. Dumbledore nie jest mi obcy. Nawiasem mówiąc uprzejmy starszy jegomość.

Rick zakasłał.

- Ten „Uprzejmy starszy jegomość” był największym magiem swoich czasów Panie Salvatore. Teraz ich świat jak również i nasz będzie skazany na zagładę. Co Zrobimy z tym fantem?

Damon przetarł dłońmi twarz i zaczesał do tyłu mokre włosy.

- Co Proponujesz Rick?

- To oczywiste. – odezwał się Rick. – Udać się wprost do Hogwartu. Chociaż sugerował bym wycieczkę wpierw do Ministra Magii.

- A więc postanowione. Nic już nas nie trzyma w Mystic Falls. – stwierdził Stefano.

Rick wstał, dopił duszkiem swój trunek i skierował się do wyjścia. Podał rękę obu mężczyznom i wyszedł wprost w nawałnicę.

Stefano udał się do swojego pokoju na pierwszym piętrze. Gdy już opadł na miękkie łóżko wpatrzył się na baldachim nad głową.

Zanim zasnął przez głowę przesżła mu myśl, a usta wypowiedziały szeptem imię

„Elena”