Rozdział VI : Przedsionek Piekła
Gabinet Dyrektora w Hogwarcie gościł w tej chwili pięcioro osobników. Jednym z nich był Alaric Saltzman, pryncypał placówki, następnie Stefano i Damon Salvatorowie, nowi nauczyciele Obrony przed Czarną Magią i Czarnej Magii. Harry Potter, uczeń siódmego roku, oraz tajemniczy blondwłosy osobnik o słowiańskiej urodzie i sardonicznym uśmiechu. Zza biurka odezwał się Dyrektor.
- Damon i Harry pójdą szukać, że tak się wyrażę „bunkra” Baby – Jagi, natomiast Klaus odciągnie jej uwagę, natomiast Obrony przed Czarną Magią uczył będzie Stefano. Mógłbyś? – zwrócił się Alaric do młodszego z braci.
Ten niezauważalnie skinął głową.
Wyruszyć mieli dopiero następnego dnia.
**
Poranek powitał uczniów Hogwartu, jednak na miejscu nauczyciela Obrony brakowało Profesora. Ron Weasley wybałuszył oczy. Przy stole Gryffindoru brakowało również Harry`ego.
Gdy gwar ucichł, powstał Dyrektor.
- Witajcie. – zagrzmiał. – Niestety Profesor Damon Salvatore musi wyjechać. Zastąpi go Wasz nauczyciel Czarnej Magii nie rezygnując także ze swoich obowiązków. Tyle w temacie.
Hermiona ucieszyła się. Pierwszą w planie mieli właśnie Obronę.
Pod klasą znaleźli się pierwsi, jako jedni z niewielu. Draco Malfoy trzymał się z daleka. Stefano wpuścił wszystkich i stanął za katedrą.
- Witam Państwa. Jak wiecie jestem tu tylko w zastępstwie, kiedy wróci mój brat znów przejmie swoje obowiązki. O ile dobrze wiem – zrobił efektowną pauzę. – A wiem bardzo dobrze, mieliście nauczyć się zaklęcia, które zaprezentował Profesor na poprzedniej lekcji.
Gryfoni stłumili śmiech a Malfoy oblał się purpurą. Każdy pamiętał incydent z poprzednich zajęć.
Stefano spojrzał na klasę. Z jego poważnej miny nie dało się nic wyczytać.
- Profesorze. – rękę podniosła Hermiona.
- Tak panno Granger? – zachęcił ją uprzejmym skinieniem głowy.
- Pański brat przejrzał konspekty poprzednich Profesorów, stwierdził, że tylko Profesor Lupin wiedział czego nas uczy. Ale Profesor Lupin tylko pokazał nam jak poskromić czarno magiczne stworzenia. Mógłby się pan do tego odnieść?
Salvatore chwilę milczał. W końcu uśmiechnął się. Wyciągnął różdżkę, wyczarował manekina imitującego śmierciożercę.
- Zapraszam panno Granger.
Hermiona skołowana podeszła do nauczyciela.
- Zaklęcie „Corporis Volant” którego nauczył was mój brat jest przydatne, ale zalicza się do działu Czarnej Magii, to zaklęcie powinniście mieć ze mną. Profesor Lupin też wiedział o co chodzi. Czerwone Kapturki, Boginy, Wodniki Kappa, czy inne które poznacie na moich zajęciach grożą życiu czarodzieja. Sztuką jest, żeby umieć się przed nimi bronić. Więc tak. Profesor Lupin wiedział czego was uczy – machnął różdżką – Corporis Volant.
Hermiona uniosła się do góry jak Malfoy na poprzednich zajęciach. Patrzyła ze strachem na Stefano, jednak zauważyła, że Profesor się uśmiecha.
- Mam nad Panią całkowitą kontrolę, mogę zrobić to co zrobił Damon. Jednak proszę się nie obawiać. Na to zaklęcie nie ma tarczy ani przeciwzaklęcia. To jest czwarte zaklęcie niewybaczalne. Umiejętnie pokierowane może nawet połamać człowieka.
To mówiąc opuścił Hermionę na ziemię, podał z galanterią dłoń i pomógł wstać.
Klasa była pod wrażeniem. Ron zbierał szczękę z podłogi.
- Kto nie umie jeszcze zaklęcia? – spytał.
Ręce podniosło parę osób. Stefano zabawnie wywrócił oczyma.
- Dobierzcie się w pary i zaczynamy. – machnął różdżką i manekin wylądował przed każdą z par. – Na zmianę ćwiczycie na nich. Jeśli wam to pomoże to wyobraźcie sobie, że to nasz nowy Minister Magii.
**
Damon i Harry aportowali się w środku Puszczy Kampinowskiej, Tak mrocznie nie było nigdzie nawet w Zakazanym Lesie w środku nocy. W Polsce było wczesne popołudnie. Damon prowadził Pottera ścieżką, którą sam wcześniej przeszedł. Wiedział z czym się mierzył, jednak teraz zająć się miał tym Klaus. Potter szedł za swoim nowym Profesorem, który na chwilę przystanął. Zamknął oczy i gdy chwilę wytężył słuch wskazał północ. Dotarli pod zwalony zmurszały pień starego dębu. Salvatore nie bawił się w wyciąganie różdżki, po prostu podniósł pień jedną ręką i odrzucił go jak papierowy samolocik. Ukazał im się właz jak do tunelu.
- Czyń honory – uśmiechnął się do Pottera.
Harry skupił całą swoją wolę, tutaj postanowił użyć Czarnej Magii.
- Revelius Demonium. – szepnął.
Damonowi uśmiech nie schodził z twarzy. To zaklęcie otwierało obiekt, ale też ujawniało obecność Czarnej Magii i istot z nią powiązanych. Na szczęście tutaj nie było niczego. Właz otworzył się z upiornym zgrzytem. Czeluść skrywała omszałe schody schodzące krętą drogą w dół. Salvatore i Potter spojrzeli po sobie, żaden nie okazał emocji. Zeszli, spodziewając się najgorszego.
Parę minut później zobaczyli potworny loch, przy ścianach siedziały dzieci, całe w obdartych łachmanach, wiek był różny, jednak co przeraziło Harry`ego to pustka w ich oczach. Te dzieci miały wzrok owcy prowadzonej na rzeź i pogodzonej ze swym losem.
Gdy zobaczyły dwójkę nieznajomych uciekły pod ściany bardziej niż by to wymagano. Salvatore zamknął oczy i policzył do dziesięciu pod nosem. Był okrutny, ale nigdy nie skrzywdziłby w taki sposób dziecka. Harry podszedł do małej blondynki o morskich oczach. Ta spojrzała na niego z bólem, gdy uśmiechnął się ciepło wyciągając dłoń dziecko podniosło krzyk. Szybkie „Silencio” skutecznie stłumiło krzyk.
- Posłuchajcie mnie. – zaczął spokojnie Damon. – Nie jesteśmy tu, żeby was skrzywdzić. Chcemy was ocalić. Wrócicie do domów. Do rodziców, braci czy sióstr. Nie krzyczcie a pójdzie nam to bardzo szybko. – wyciągnął różdżkę i w jej świetle zobaczył stos czaszek. Najwidoczniej tu była i spiżarnia i grób.
Dziewczynka siedząca przy Potterze zaczęła bezgłośnie łkać. Siedzący obok chłopiec spojrzał na nowoprzybyłych z wyrzutem.
- Baba Jaga mówiła nam to samo kiedy zgubiliśmy się w tym lesie! – krzyknął. – Nie Uwierzymy już dorosłym. Nie trafimy nigdy do rodziców! Jesteśmy tu jako jej obiad! Tak nam Powiedziała! Najpierw proponowała nam cukierki, łakocie czy ciastka a potem gdy daliśmy się skusić zabierała nas wszystkich.
- Nienażarta szmata. – mruknął Nauczyciel.
- Język Profesorze, tu są dzieci. – rzekł Harry. – Obiecujemy, nic wam się nie stanie dzieci. Gdybym chciał was skrzywdzić już bym to zrobił a nie bawił się w podchody. – mówił dalej spokojnie. – Ja nie mam rodziców. Zabrał mi ich ktoś w rodzaju Baby Jagi. Mnie pomogło wiele osób. Ja pomogę wam. Ustawcie się w parach i idziemy z tego przeklętego miejsca.
Nagle powietrze zafalowało, i z mroku krypty wyłoniła się przeklęta postać o długich rękach i włosach splecionych błotem. Damon uśmiechnął się upiornie. Oto miał szansę na rewanż, i tym razem nie zostawi niedokończonej sprawy.
- To miejsce będzie waszym grobem – warknęła czarownica. – Nikt nie ucieknie przed moją potęgą. Jedyne kto to zrobił to córka rolnika uprawiającego rzepę, jednak teraz nikomu się to nie uda. Nie ma nikogo potężniejszego od samej władczyni zła!
Damon sięgał po różdżkę, gdy nagle od tyłu w wiedźmę wbił się grot włóczni zakończony srebrem.
- Złapał kozak Tatarzyna. A czy pierwotny wampir odpowiada jej szerokości? – rozległ się głos zza nich. Damon odetchnął z ulgą.
- Klaus – mruknął. Potter natomiast spojrzał na swojego Profesora pytająco. Salvatore wytworzył osłonę pod którą schowały się przestraszone dzieci. – Harry do mnie! – krzyknął. – Klaus sobie poradzi.
W ręku Klausa pojawił się miecz z czerwoną klingą. Wykończeniem były diabelskie rogi.
- Może Damon cię nie zabił, ale ja nie popełnię tego błędu.
Wiedźma uśmiechnęła się upiornie.
- Dzieci nie patrzeć – mruknął Damon za siebie – Będą koszmary.
Klaus jednym płynnym ruchem obciął wiedźmie głowę. Jednak z jej szyi wypłynął czarny dym, który na powrót uformował się w wiedźmę, to widmo jednak było jedynie przeźroczyste.
- Nie pokonacie mnie, żaden śmiertelnik ani wampir tego nie dokona.
To mówiąc ulotniła się. Potter, Salvatore oraz Klaus wyprowadzili dzieci. Dzięki doskonałej leglimencji Klausa i zaklęciami zapomnienia Damona wszystkie dzieci trafiły do swych rodzin.
Późnym wieczorem w Hotelu Damon rozmawiał z Alarickiem, natomiast Klaus usiadł przy Potterze.
- Aportujemy się do Londynu, pod dom niejakich Seviperów. Stracili dziecko, objawy są takie jak przy napaściach Baby Jagi. Sądzę, że tam możemy mieć jakąś wskazówkę.
Damon, który skończył rozmawiać skinął głową. Potter nie tracąc czasu aportował się w wyznaczone miejsce. Wprost pod dom Michaela i Demi.
Demi była w naprawdę opłakanym stanie. Damon przedstawił się jako detektyw Salvatore, natomiast dwoje pozostałych przebrało się w policyjne mundury. Potter i Klaus rozeszli się po domu, w pokoju dziecka wszystko się wyjaśniło.
Lalka.
- DAMON! – ryknął Klaus.
Damon z prędkością światła był już na górze. Gdy zobaczył zabawkę zrozumiał wszystko w lot.
- Potter, do Hogwartu. – rzekł podając mu świstoklik, którym była szczotka do włosów. – Tam zawiadom mojego brata. Zaraz widzę was tu z powrotem! JAZDA!
Gdy Potter zniknął z lalki zaczął unosić się czarny tłusty dym. Formował się on w postać bardzo dobrze dwóm wampirom znaną.
Baba Jaga po raz kolejny zadrwiła z nieznajomych.
Upiorny śmiech poniósł się po całym domu. Klaus rzucił się do drzwi chcąc ostrzec domowników, jednak został ugodzony włócznią, którą wcześniej sam atakował, zwalił się z głuchym łoskotem na podłogę. Wiedźma znalazła się tuż przy Damonie łapiąc go niespodziewanie za gardło. Zaczęła go dusić, powoli wysysając z niego życie.
- Czym ty kurwa jesteś – wychrypiał nauczyciel.
- Czystym złem. Kiedyś byłam dobrą czarodziejką, jednak zmieniły mnie czyny innych ludzi. Żeby przetrwać musze się żywić mięsem, a żadne nie jest tak dobre jak mięso dzieci. Zjem jednak ciebie, a twoje kiszki posłużą mi jako deser. – to mówiąc dalej zaciskała dłonie na szyji Damona. W miejscu gdzie dotykała zaczęło go parzyć. Czerwona skóra odłaziła płatami razem z mięsem. Szyderczy rechot wiedźmy słychać było w całym domu.
- Corporis Volant. – rozległ się szept.
Promień ugodził wiedźmę, która wypuściła starszego Salvatore, ten zaczął się krztusić i pluć krwią. Z cienia wyłoniła się postać mężczyzny.
- Zostaw mojego brata. – powiedział z mocą Stefano Salvatore. U jego boku Harry Potter trzymał różdżkę gotową do oddania każdego zaklęcia. Jednak po prostu szepnął.
- Crucio.
Połączenie dwóch zaklęć niewybaczalnych nie było do przetrawienia nawet dla potężnej wiedźmy. Klaus w międzyczasie wstał i wyrwał sobie drzewce z brzucha. Damon też podniósł się na nogi.
- Terro Tortura. – to zaklęcie ugodziło ją od strony Klausa.
Damon był mniej finezyjny.
- Avada Kedavra!
Gdy zielony promień dosięgnął wiedźmę ta oddała żywota już permanentnie.
- Destructo – szepnął Stefano wskazując lalkę. – To coś w rodzaju Horkruksa Lorda Voldemorta. – rzekł gwoli wyjaśnienia.
Wszyscy odetchnęli z ulgą. Aportowali się wprost do Hogwartu, stamtąd do gabinetu Dyrektora.
**
W siedzibie Voldemorta przed właścicielem klęczał Severus Snape.
- Cold Steel zaliczy Zachariasz. Ty Severusie przyniesiesz mi zwłoki naszej – zastanowił się chwilę Voldemort. – Drogiej Baby – Jagi. Słyszałem, że nie mogą z nią sobie poradzić, a ja zrobię z niej maszynę do zabijania. Dostanie tyle dzieci ile będzie chcieć