czwartek, 3 września 2020

Rozdział V : Hogwart

 

Rozdział V : Hogwart

 

Michael i Demi byli szczęśliwym małżeństwem. On był dyrektorem firmy informatycznej. Ona dorabiała jako pomoc domowa u różnych małżeństw. Młodzi wieku 25 lat, mieli duży dom na obrzeżach Londynu. Poza tym Demi dwa lata wcześniej została matką. Na świat patrzyły duże brązowe oczy spod jasnobrązowych włosów. Była piękną kobietą o pełnych ustach i szczupłej sylwetce. On był umięśnionym mężczyzną ostrzyżonym na rekruta. Ich szczęścia dopełniała dwuletnia córeczka Abby.

Michael codziennie wychodził na spacer z psem. Czarnym owczarkiem Niemieckim o imieniu Brutus. Pół godziny z rana było poświęcone psu.

Ten poranek był taki sam jak inny. Ciemne chmury zasłaniały niebo, Michael trzymając psa na smyczy zdziwił się wielce, Brutus zaczął skamleć i skulił uszy po sobie. Wyraźnie czegoś się bał.

W pobliskich krzakach Michael znalazł porcelanową lalkę. Obejrzawszy ją stwierdził, że nie widział nigdy takiego egzemplarza. Lalka była z porcelany, miała kręcone czarne włosy i czujne spojrzenie. Nie przypominała lalek z pobliskich marketów. Z zabawką pod pachą ruszył w stronę domu.

Odpiął smycz psa który uciekł na górę do sypialni państwa. Mała Abby siedziała w foteliku bawiąc się łyżeczką, jej matka ubrana w dres podawała jej właśnie płatki z mlekiem.

Mike pocałował żonę w policzek i uśmiechnięty przytulił córkę.

- Zobacz co znalazłem – wyszczerzył się.

- Lala – mała wyciągnęła rączki – Daj lalę!

Zabawka znalazła się w rękach małej, która ucieszona czesała malutką rączką jej włosy

- Jestem głooodna.

- Mówiłaś coś? – spytał żony

Ta przecząco pokręciła głową.

Abby patrzyła na lalkę uśmiechnięta.

Żadna lalka jednak nie patrzyła nigdy na nią w ten sposób. Zupełnie jakby chciała ją zjeść.

***

Nastał dzień powrotu do Hogwartu. W Norze panował rozgardiasz. Po wielu trudach młodzi czarodzieje w końcu wybrali się mugolską taksówką na peron numer 9 i ¾ .

Harry znalazł sobie wolny przedział. Ron i Hermiona musieli iść do wagonu prefektów.

„Dziennik Voldemorta zniszczony w drugiej klasie. Pierścień Marvola zniszczył Dumbledore. Została jezcze czarka, diadem i Nagini” – myślał intensywnie.

Wyciągnął z kufra „Podstawy Czarnej Magii” i zagłębił się w lekturze. Nawet nie zauważył kiedy znaleźli się w Hogsmeade.

Powozami dotarli do Hogwartu. Gdy znaleźli się przy stole Gryffindoru, złote trio spojrzało na stół prezydialny.

Po obu stronach nowego dyrektora Profesora Saltzmana siedzieli Stefano i Damon Salvatore`owie.

Ubrani na czarno w skórzane kurtki czujnie obserwowali uczniów. Po ceremonii przydziału powstał Dyrektor.

Omiótł salę surowym spojrzeniem.

- Witajcie w Hogwarcie. – zagrzmiał. – Nazywam się Alaric Saltzman. To ja po śmierci Profesor McGonagall objąłem posadę dyrektora tej szlachetnej placówki. Najpierw mam do Was parę słów zanim zaczniecie spożywać te wspaniałe potrawy.

Zrobił efektowną pauzę i rzekł.

- Pragnę przedstawić wam nowych nauczycieli. Transmutacji będę nauczał ja.

Rozległy się brawa. Entuzjastycznie najbardziej klaskali Gryfoni razem z Harrym na czele.

- Obrony przed Czarną Magią będzie was uczył Profesor Damon Salvatore. Natomiast Czarnej Magii jego brat. Profesor Stefano Salvatore.

Oboje powstali i złożyli prawdziwie dworskie ukłony.

- Poza tym z racji funkcji nie mogę być opiekunem Gryffindoru. Tą funkcję przejmie Profesor Obrony przed Czarną Magią.

Ron szturchnął Harry`ego

- Ciekawe jaki będzie? Nie może być gorszy niż McGonagall. – szepnął.

Damon słysząc te wymianę zdań uśmiechnął się upiornie. Ron dostał deszczy od tego.

Saltzman odchrząknął.

- Profesor Slughorn będzie opiekunem Slytherinu oraz nauczycielem eliksirów. Natomiast Mugoloznastwa Będzie nauczał Profesor Antoni Macierewicz, gdyż Profesor Charity Burbage zginęła z ręki Lorda Voldemorta.

Od stołu powstał łysiejący starszy mężczyzna

- Wsuwajcie.

Po chwili rozległ się zwykły gwar. Potter pomyślał, że to będzie bardzo tajemniczy rok. A przede wszystkim jego ostatni w Hogwarcie.

Obok Ron zajadał się kawałkami kurczaka naprzemiennie zagryzając kiełbaskami. Hermiona patrzyła na niego zniesmaczona.

Harry dłubał niemrawo w swoim posiłku, myśląc gorączkowo nad słowami Hermiony w lecie.

„To wampir” kołatało mu się po głowie.

Nowy dyrektor patrzył na stół Gryfonów. Potter go intrygował, jednak sam nie mógł się nim zająć, a jeśli mógł potrzebował do tego asysty.

Stefano i Damon nie jedli nic, jedynie popijali ze swoich pucharów świdrując salę stalowym wzrokiem. Za późno przybyli do Hogwartu, ale Rick jako dyrektor nie pozwoli na to, żeby uczniom stała się krzywda.

**

Następny dzień w Hogwarcie rozpoczął się zwyczajnie. Złote Trio było w trakcie śniadania, gdy nagle za nimi rozległ się głos nowego Opiekuna.

- Wasze plany zajęć. – mruknął i wręczywszy pergaminy odszedł dostojnym krokiem dalej. Gdyby nie skórzana kurtka na ramionach można by było pomyśleć o nim jako o arystokracie z dobrego domu.

Ron spojrzał na plan i jęknął.

- Dwie godziny Obrony, potem Czarna Magia i Transmutacja w jeden dzień. Jak ja to zdzierżę?

Potter wywrócił oczami.

- Powtórzysz rok najwyżej i przestań narzekać bo mi się słabo robi jak tego słucham

Hermiona zrobiła oczy jak galeony, po Harrym nie spodziewała się takiej odzywki.

Jednak nie dane jej było się nad tym zastanawiać, gdyż powstał Alaric.

- Wybaczcie proszę, że przerywam wam ten smaczny posiłek. Na Polecenie nowego Ministra Magii do Hogwartu na siódmy rok wraca Dracon Malfoy.

Potter zakrztusił się pitą właśnie herbatą.

- I myślę – ciągnął Saltzman. – Że nie będzie z tego tytułu żadnych nieporozumień.

Pół godziny później udali się pod klasę Obrony. Draco już tam był, jak zwykle dostojny i arogancki. Stał pod ścianą, jednak bez asysty Crabbe`a i Goyle`a.

Weasley już otwierał usta, jednak ubiegł go Profesor Salvatore, który bezszelestnie pojawił się przy drzwiach.

- Zapraszam. – uśmiechnął się sardonicznie.

Wszyscy pozajmowali miejsca i sięgnęli do toreb po książki.

- Ejże. – podniósł głos. – Nie kazałem wam wyjmować podręczników. Zamiast nich różdżki.

Klasa odetchnęła z ulgą. Widać, że nowy Profesor nie lubił teorii.

Każdy wyciągnął różdżkę.

- Świetnie – podsumował Salvatore bębniąc bezgłośnie palcami w pulpit katedry. – Jak wiecie nazywam się Damon Salvatore. I to ja będę was Uczył Obrony przed Czarną Magią. Jeśli komuś nie odpowiada reprezentowany przeze mnie sposób nauczania może od razu wyjść. Nie wyciągnę z tego konsekwencji, jedynym czego może się taki klient spodziewać to „Z” na ouwtemach. Nie toleruję jednak lenistwa. Mieliście już sześciu nauczycieli – ostatnie słowo zabrzmiało jawnie jak kpina. – tej sztuki, jednak tylko z tego co wiem Profesor Lupin miał jako takie pojęcie o tym czego was uczy. Pierwsze czym się Zajmiemy to waszą znajomością zaklęć. Zapraszam Panie Malfoy.

Draco niepewnie podszedł do nauczyciela. Damon złożył idealnie dworski ukłon, patrząc w stalowoszare tęczówki młodego Ślizgona. Salvatore jedynie machnął różdżką, osłona wytworzona przez niego miała na celu nie przepuścić zbłąkanych zaklęć.

- Expelliarmus! – rzucił pierwszą klątwę Malfoy.

Damon nie odpowiedział. Po prostu zwinnie się uchylił

- Tarantangllera!

Nauczyciel wciąż się uchylał, robiąc ku Ślizgonowi kroki. Był coraz bliżej Dracona.

- Tylko tyle panie Malfoy? Zawiodłem się. Miałem nadzieję, że jako syn śmierciożercy będzie Pan znał więcej klątw. Może i liczyłem na Czarną Magię?

Hermiona wstrzymała powietrze w płucach, a Potter uśmiechnął się.

Malfoy kiwnął głową.

- CRUCIO! – zawył.

Damon zaśmiał się opętańczo.

- Tylko tyle? Corporis Volant!

Turkusowy promień uderzył Blondyna, nagle uniósł się z ziemi. To Damon miał nad nim kontrolę, machnął od niechcenia różdżką w prawo. Blondyn uderzył w ścianę z której posypał się tynk. Machnięcie różdżką w górę miało podobny efekt.

- I belive i can Fly – powiedział Profesor machnąwszy różdżką w lewo z większym impetem. – Proszę Pamiętać, że Zaklęcia Niewybaczalne są zakazane w Hogwarcie i ogólnie. Nie grozi Panu Azkaban, ale szlaban ze mną. Dziś o 21 powiedzmy.

Drugą dłoń wyciągnął przed siebie, po chwili trzymał w niej różdżkę Draco.

Malfoy upuszczony (dosłownie) na posadzkę ocierał krew z rozciętego czoła.

- Siad. – mruknął Damon. – Jakieś pytania?

Nikt się nie odezwał. Lekcja minęła na zapoznawaniu się z każdym uczniem pod kątem jego wiedzy. Najlepiej poradziło sobie GD.

**

- Zajebisty! – ryknął Ron po lekcji. – Pięknie potraktował Malfoya!

- Język Panie Weasley. – rozległ się głos Profesora Saltzmana. – A Profesor Salvatore pewnie ucieszy się z pańskiego uznania.

Dyrektor się uśmiechał.

**

- Witam Państwa. Nazywam się Stefano Salvatore. Będę was uczyć Czarnej Magii. – tak zaczęła się lekcja prowadzona przez Młodszego Salvatore.  – Preferuję praktykę, tak jak mój brat.

Cichy szmer rozległ się po klasie.

Stefano uniósł dłoń.

- Słyszałem o incydencie na lekcji Obrony. Wiedzcie, że Damon wie co robi. Z niejednego pieca chleb jadał.

- Ale panie profesorze. – zaprotestowała Hermiona. – To było niedopuszczalne! Malfoy Malfoyem, ale jest też uczniem!

Stefano spojrzał na dziewczynę.

- A czy Lord Voldemort spyta o Pani status?

To zamknęło dziewczynie usta. Klasa wpatrywała się w nowego Profesora z podziwem.

- Czarna Magia nie jest zabawą. Może każdego pochłonąć. Ja sam wyrwałem się z jej łap zaledwie w ostatniej chwili. – zrobił efektowną pauzę. – Dlatego to ja Pańtwa uczę, a nie mój brat, ani Profesor Saltzman. Czego się będziemy uczyć? Na dzień dzisiejszy Zaklęć Niewybaczalnych.

**

Demi Seviper płakała. Jej mąż Michael tulił ją do siebie. Przed domem stał łysy policjant około sześćdziesięciu lat. Krople potu perliły się na skroni.

Ich córka Abby została znaleziona martwa. Wyglądało to na atak dzikich zwierząt. W ręku trzymała porcelanową lalkę. O ile zabawki mogły się uśmiechać, uśmiech tej lalki był błogi a zarazem sadystyczny.

**

Potter Wyszedł po lekcji z mieszanymi uczuciami. Nowi Profesorowie. Bracia, a jednak tak odmienni. Oboje wyrabiali sobie renomę. Damon. Normalny nauczyciel Obrony pokroju Remusa Lupina, Stefano, poznał go już wcześniej, ale swoje zajęcia prowadził ciekawie. Wytłumaczył im teorię zakazanych klątw. Ron i Hermiona udali się na obiad, Harry natomiast samotnie przemierzał korytarze Hogwartu.

Tak zastał go Dyrektor.

- Witaj Harry – wyciągnął dłoń a Potter oniemiały ją uścisnął. Nawet Dumbledore nie witał się z nim nigdy w taki sposób. – Zapraszam do Gabinetu

Gdy już usiedli Harry zobaczył oboje nowych Profesorów.

- Musisz nam pomóc. Mugolską baśń o Jasiu i Małgosi kojarzysz?

Przytaknął.

- Mamy do czynienia z gorszym od Lorda Voldemorta. Baba – Jaga to nie wymysł. Atakuje i nie możemy się jej pozbyć mimo, że raz została zabita. Mogę na Ciebie liczyć?

Damon i Stefano stali nieporuszeni z rękoma w kieszeniach. Widząc zdecydowanie młodego Pottera Stefano uśmiechnął się.

- Nie pójdziesz sam. – podjął Dyrektor. – Dostaniesz asystenta w osobie. – zamyślił się. – Damonie, mógłbyś?

- Pewnie Rick.

Harry otrząsnął się z szoku.

- Kto ją zabił Dyrektorze?

- Profesor Damon Harry. Jak zauważyłeś jest potężnym czarno magiem, mimo, że uczy Was Obrony. – uśmiechnął się Saltzman.

- Wiedziałem Rick, jednak jesteś za ostry. – rozległ się głos, którego Potter nie słyszał od Czerwca. Spojrzał w górę i zobaczył uśmiechniętego Dumbledore`a. - Witajcie.

- Profesorze – skinął głową Stefano a Damon powtórzył gest brata.

- Przymknij się Albusie. – mruknął Saltzman. – Wojna jest jakbyś stracił rachubę.

Nagle do Gabinetu ktoś zapukał. Wkroczył mężczyzna ubrany w długą czarną szatę podróżną. Pociągła słowiańska twarz miała ostre rysy, tajemniczy uśmiech przykuwał wzrok współgrając z miodowymi oczyma.

Stał i patrzył.

- Wreszcie. – odetchnął Damon. – Harry poznaj Lorda Niklausa.

Potter wstał z fotela i ukłonił się. Nie tak idealnie jak Damon, ale się starał.

- Witam Milordzie.

- Och – zacmokał przybyły basowym głosem w którym był słyszalny słowiański akcent. – Nazywaj mnie Klausem. Wiecie kto jest Nowym Ministrem Magii?

- Ja wiem – odezwał się Rick. – Severus Snape.

- To ja się wynoszę na Kamczatkę. – odezwał się zrezygnowany Potter.

- Niekoniecznie – uśmiechnął się Klaus – Puszcza Kampinowska wystarczy. Jeśli Damon nie mógł ja szmatę wykończę.

- A ja? – spytał Harry.

- Będziesz szukał z Damonem bunkra, w którym są zaginione dzieci.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz