Rozdział
V : Hogwart
Michael
i Demi byli szczęśliwym małżeństwem. On był dyrektorem firmy informatycznej.
Ona dorabiała jako pomoc domowa u różnych małżeństw. Młodzi wieku 25 lat, mieli
duży dom na obrzeżach Londynu. Poza tym Demi dwa lata wcześniej została matką.
Na świat patrzyły duże brązowe oczy spod jasnobrązowych włosów. Była piękną
kobietą o pełnych ustach i szczupłej sylwetce. On był umięśnionym mężczyzną
ostrzyżonym na rekruta. Ich szczęścia dopełniała dwuletnia córeczka Abby.
Michael
codziennie wychodził na spacer z psem. Czarnym owczarkiem Niemieckim o imieniu
Brutus. Pół godziny z rana było poświęcone psu.
Ten
poranek był taki sam jak inny. Ciemne chmury zasłaniały niebo, Michael
trzymając psa na smyczy zdziwił się wielce, Brutus zaczął skamleć i skulił uszy
po sobie. Wyraźnie czegoś się bał.
W
pobliskich krzakach Michael znalazł porcelanową lalkę. Obejrzawszy ją
stwierdził, że nie widział nigdy takiego egzemplarza. Lalka była z porcelany,
miała kręcone czarne włosy i czujne spojrzenie. Nie przypominała lalek z
pobliskich marketów. Z zabawką pod pachą ruszył w stronę domu.
Odpiął
smycz psa który uciekł na górę do sypialni państwa. Mała Abby siedziała w
foteliku bawiąc się łyżeczką, jej matka ubrana w dres podawała jej właśnie
płatki z mlekiem.
Mike
pocałował żonę w policzek i uśmiechnięty przytulił córkę.
- Zobacz
co znalazłem – wyszczerzył się.
- Lala –
mała wyciągnęła rączki – Daj lalę!
Zabawka
znalazła się w rękach małej, która ucieszona czesała malutką rączką jej włosy
- Jestem
głooodna.
-
Mówiłaś coś? – spytał żony
Ta
przecząco pokręciła głową.
Abby
patrzyła na lalkę uśmiechnięta.
Żadna
lalka jednak nie patrzyła nigdy na nią w ten sposób. Zupełnie jakby chciała ją
zjeść.
***
Nastał
dzień powrotu do Hogwartu. W Norze panował rozgardiasz. Po wielu trudach młodzi
czarodzieje w końcu wybrali się mugolską taksówką na peron numer 9 i ¾ .
Harry
znalazł sobie wolny przedział. Ron i Hermiona musieli iść do wagonu prefektów.
„Dziennik
Voldemorta zniszczony w drugiej klasie. Pierścień Marvola zniszczył Dumbledore.
Została jezcze czarka, diadem i Nagini” – myślał intensywnie.
Wyciągnął
z kufra „Podstawy Czarnej Magii” i zagłębił się w lekturze. Nawet nie zauważył
kiedy znaleźli się w Hogsmeade.
Powozami
dotarli do Hogwartu. Gdy znaleźli się przy stole Gryffindoru, złote trio
spojrzało na stół prezydialny.
Po obu
stronach nowego dyrektora Profesora Saltzmana siedzieli Stefano i Damon
Salvatore`owie.
Ubrani
na czarno w skórzane kurtki czujnie obserwowali uczniów. Po ceremonii przydziału
powstał Dyrektor.
Omiótł
salę surowym spojrzeniem.
-
Witajcie w Hogwarcie. – zagrzmiał. – Nazywam się Alaric Saltzman. To ja po
śmierci Profesor McGonagall objąłem posadę dyrektora tej szlachetnej placówki.
Najpierw mam do Was parę słów zanim zaczniecie spożywać te wspaniałe potrawy.
Zrobił
efektowną pauzę i rzekł.
- Pragnę
przedstawić wam nowych nauczycieli. Transmutacji będę nauczał ja.
Rozległy
się brawa. Entuzjastycznie najbardziej klaskali Gryfoni razem z Harrym na
czele.
- Obrony
przed Czarną Magią będzie was uczył Profesor Damon Salvatore. Natomiast Czarnej
Magii jego brat. Profesor Stefano Salvatore.
Oboje
powstali i złożyli prawdziwie dworskie ukłony.
- Poza
tym z racji funkcji nie mogę być opiekunem Gryffindoru. Tą funkcję przejmie
Profesor Obrony przed Czarną Magią.
Ron
szturchnął Harry`ego
-
Ciekawe jaki będzie? Nie może być gorszy niż McGonagall. – szepnął.
Damon
słysząc te wymianę zdań uśmiechnął się upiornie. Ron dostał deszczy od tego.
Saltzman
odchrząknął.
- Profesor
Slughorn będzie opiekunem Slytherinu oraz nauczycielem eliksirów. Natomiast
Mugoloznastwa Będzie nauczał Profesor Antoni Macierewicz, gdyż Profesor Charity
Burbage zginęła z ręki Lorda Voldemorta.
Od stołu
powstał łysiejący starszy mężczyzna
-
Wsuwajcie.
Po
chwili rozległ się zwykły gwar. Potter pomyślał, że to będzie bardzo tajemniczy
rok. A przede wszystkim jego ostatni w Hogwarcie.
Obok Ron
zajadał się kawałkami kurczaka naprzemiennie zagryzając kiełbaskami. Hermiona
patrzyła na niego zniesmaczona.
Harry
dłubał niemrawo w swoim posiłku, myśląc gorączkowo nad słowami Hermiony w
lecie.
„To
wampir” kołatało mu się po głowie.
Nowy
dyrektor patrzył na stół Gryfonów. Potter go intrygował, jednak sam nie mógł
się nim zająć, a jeśli mógł potrzebował do tego asysty.
Stefano
i Damon nie jedli nic, jedynie popijali ze swoich pucharów świdrując salę
stalowym wzrokiem. Za późno przybyli do Hogwartu, ale Rick jako dyrektor nie
pozwoli na to, żeby uczniom stała się krzywda.
**
Następny
dzień w Hogwarcie rozpoczął się zwyczajnie. Złote Trio było w trakcie
śniadania, gdy nagle za nimi rozległ się głos nowego Opiekuna.
- Wasze
plany zajęć. – mruknął i wręczywszy pergaminy odszedł dostojnym krokiem dalej.
Gdyby nie skórzana kurtka na ramionach można by było pomyśleć o nim jako o
arystokracie z dobrego domu.
Ron
spojrzał na plan i jęknął.
- Dwie
godziny Obrony, potem Czarna Magia i Transmutacja w jeden dzień. Jak ja to
zdzierżę?
Potter
wywrócił oczami.
-
Powtórzysz rok najwyżej i przestań narzekać bo mi się słabo robi jak tego
słucham
Hermiona
zrobiła oczy jak galeony, po Harrym nie spodziewała się takiej odzywki.
Jednak
nie dane jej było się nad tym zastanawiać, gdyż powstał Alaric.
-
Wybaczcie proszę, że przerywam wam ten smaczny posiłek. Na Polecenie nowego
Ministra Magii do Hogwartu na siódmy rok wraca Dracon Malfoy.
Potter
zakrztusił się pitą właśnie herbatą.
- I
myślę – ciągnął Saltzman. – Że nie będzie z tego tytułu żadnych nieporozumień.
Pół
godziny później udali się pod klasę Obrony. Draco już tam był, jak zwykle dostojny
i arogancki. Stał pod ścianą, jednak bez asysty Crabbe`a i Goyle`a.
Weasley
już otwierał usta, jednak ubiegł go Profesor Salvatore, który bezszelestnie
pojawił się przy drzwiach.
-
Zapraszam. – uśmiechnął się sardonicznie.
Wszyscy
pozajmowali miejsca i sięgnęli do toreb po książki.
- Ejże.
– podniósł głos. – Nie kazałem wam wyjmować podręczników. Zamiast nich różdżki.
Klasa
odetchnęła z ulgą. Widać, że nowy Profesor nie lubił teorii.
Każdy
wyciągnął różdżkę.
-
Świetnie – podsumował Salvatore bębniąc bezgłośnie palcami w pulpit katedry. –
Jak wiecie nazywam się Damon Salvatore. I to ja będę was Uczył Obrony przed
Czarną Magią. Jeśli komuś nie odpowiada reprezentowany przeze mnie sposób
nauczania może od razu wyjść. Nie wyciągnę z tego konsekwencji, jedynym czego
może się taki klient spodziewać to „Z” na ouwtemach. Nie toleruję jednak
lenistwa. Mieliście już sześciu nauczycieli – ostatnie słowo zabrzmiało jawnie
jak kpina. – tej sztuki, jednak tylko z tego co wiem Profesor Lupin miał jako
takie pojęcie o tym czego was uczy. Pierwsze czym się Zajmiemy to waszą
znajomością zaklęć. Zapraszam Panie Malfoy.
Draco
niepewnie podszedł do nauczyciela. Damon złożył idealnie dworski ukłon, patrząc
w stalowoszare tęczówki młodego Ślizgona. Salvatore jedynie machnął różdżką,
osłona wytworzona przez niego miała na celu nie przepuścić zbłąkanych zaklęć.
-
Expelliarmus! – rzucił pierwszą klątwę Malfoy.
Damon
nie odpowiedział. Po prostu zwinnie się uchylił
-
Tarantangllera!
Nauczyciel
wciąż się uchylał, robiąc ku Ślizgonowi kroki. Był coraz bliżej Dracona.
- Tylko
tyle panie Malfoy? Zawiodłem się. Miałem nadzieję, że jako syn śmierciożercy
będzie Pan znał więcej klątw. Może i liczyłem na Czarną Magię?
Hermiona
wstrzymała powietrze w płucach, a Potter uśmiechnął się.
Malfoy
kiwnął głową.
-
CRUCIO! – zawył.
Damon
zaśmiał się opętańczo.
- Tylko
tyle? Corporis Volant!
Turkusowy
promień uderzył Blondyna, nagle uniósł się z ziemi. To Damon miał nad nim
kontrolę, machnął od niechcenia różdżką w prawo. Blondyn uderzył w ścianę z
której posypał się tynk. Machnięcie różdżką w górę miało podobny efekt.
- I
belive i can Fly – powiedział Profesor machnąwszy różdżką w lewo z większym
impetem. – Proszę Pamiętać, że Zaklęcia Niewybaczalne są zakazane w Hogwarcie i
ogólnie. Nie grozi Panu Azkaban, ale szlaban ze mną. Dziś o 21 powiedzmy.
Drugą
dłoń wyciągnął przed siebie, po chwili trzymał w niej różdżkę Draco.
Malfoy
upuszczony (dosłownie) na posadzkę ocierał krew z rozciętego czoła.
- Siad.
– mruknął Damon. – Jakieś pytania?
Nikt się
nie odezwał. Lekcja minęła na zapoznawaniu się z każdym uczniem pod kątem jego
wiedzy. Najlepiej poradziło sobie GD.
**
-
Zajebisty! – ryknął Ron po lekcji. – Pięknie potraktował Malfoya!
- Język
Panie Weasley. – rozległ się głos Profesora Saltzmana. – A Profesor Salvatore
pewnie ucieszy się z pańskiego uznania.
Dyrektor
się uśmiechał.
**
- Witam
Państwa. Nazywam się Stefano Salvatore. Będę was uczyć Czarnej Magii. – tak
zaczęła się lekcja prowadzona przez Młodszego Salvatore. – Preferuję praktykę, tak jak mój brat.
Cichy
szmer rozległ się po klasie.
Stefano
uniósł dłoń.
-
Słyszałem o incydencie na lekcji Obrony. Wiedzcie, że Damon wie co robi. Z
niejednego pieca chleb jadał.
- Ale
panie profesorze. – zaprotestowała Hermiona. – To było niedopuszczalne! Malfoy
Malfoyem, ale jest też uczniem!
Stefano
spojrzał na dziewczynę.
- A czy
Lord Voldemort spyta o Pani status?
To
zamknęło dziewczynie usta. Klasa wpatrywała się w nowego Profesora z podziwem.
- Czarna
Magia nie jest zabawą. Może każdego pochłonąć. Ja sam wyrwałem się z jej łap
zaledwie w ostatniej chwili. – zrobił efektowną pauzę. – Dlatego to ja Pańtwa
uczę, a nie mój brat, ani Profesor Saltzman. Czego się będziemy uczyć? Na dzień
dzisiejszy Zaklęć Niewybaczalnych.
**
Demi
Seviper płakała. Jej mąż Michael tulił ją do siebie. Przed domem stał łysy
policjant około sześćdziesięciu lat. Krople potu perliły się na skroni.
Ich
córka Abby została znaleziona martwa. Wyglądało to na atak dzikich zwierząt. W
ręku trzymała porcelanową lalkę. O ile zabawki mogły się uśmiechać, uśmiech tej
lalki był błogi a zarazem sadystyczny.
**
Potter
Wyszedł po lekcji z mieszanymi uczuciami. Nowi Profesorowie. Bracia, a jednak
tak odmienni. Oboje wyrabiali sobie renomę. Damon. Normalny nauczyciel Obrony pokroju
Remusa Lupina, Stefano, poznał go już wcześniej, ale swoje zajęcia prowadził
ciekawie. Wytłumaczył im teorię zakazanych klątw. Ron i Hermiona udali się na
obiad, Harry natomiast samotnie przemierzał korytarze Hogwartu.
Tak
zastał go Dyrektor.
- Witaj
Harry – wyciągnął dłoń a Potter oniemiały ją uścisnął. Nawet Dumbledore nie
witał się z nim nigdy w taki sposób. – Zapraszam do Gabinetu
Gdy już
usiedli Harry zobaczył oboje nowych Profesorów.
- Musisz
nam pomóc. Mugolską baśń o Jasiu i Małgosi kojarzysz?
Przytaknął.
- Mamy
do czynienia z gorszym od Lorda Voldemorta. Baba – Jaga to nie wymysł. Atakuje
i nie możemy się jej pozbyć mimo, że raz została zabita. Mogę na Ciebie liczyć?
Damon i
Stefano stali nieporuszeni z rękoma w kieszeniach. Widząc zdecydowanie młodego
Pottera Stefano uśmiechnął się.
- Nie
pójdziesz sam. – podjął Dyrektor. – Dostaniesz asystenta w osobie. – zamyślił
się. – Damonie, mógłbyś?
- Pewnie
Rick.
Harry
otrząsnął się z szoku.
- Kto ją
zabił Dyrektorze?
-
Profesor Damon Harry. Jak zauważyłeś jest potężnym czarno magiem, mimo, że uczy
Was Obrony. – uśmiechnął się Saltzman.
-
Wiedziałem Rick, jednak jesteś za ostry. – rozległ się głos, którego Potter nie
słyszał od Czerwca. Spojrzał w górę i zobaczył uśmiechniętego Dumbledore`a. -
Witajcie.
-
Profesorze – skinął głową Stefano a Damon powtórzył gest brata.
-
Przymknij się Albusie. – mruknął Saltzman. – Wojna jest jakbyś stracił rachubę.
Nagle do
Gabinetu ktoś zapukał. Wkroczył mężczyzna ubrany w długą czarną szatę podróżną.
Pociągła słowiańska twarz miała ostre rysy, tajemniczy uśmiech przykuwał wzrok
współgrając z miodowymi oczyma.
Stał i
patrzył.
-
Wreszcie. – odetchnął Damon. – Harry poznaj Lorda Niklausa.
Potter
wstał z fotela i ukłonił się. Nie tak idealnie jak Damon, ale się starał.
- Witam
Milordzie.
- Och –
zacmokał przybyły basowym głosem w którym był słyszalny słowiański akcent. –
Nazywaj mnie Klausem. Wiecie kto jest Nowym Ministrem Magii?
- Ja
wiem – odezwał się Rick. – Severus Snape.
- To ja
się wynoszę na Kamczatkę. – odezwał się zrezygnowany Potter.
-
Niekoniecznie – uśmiechnął się Klaus – Puszcza Kampinowska wystarczy. Jeśli
Damon nie mógł ja szmatę wykończę.
- A ja?
– spytał Harry.
-
Będziesz szukał z Damonem bunkra, w którym są zaginione dzieci.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz