poniedziałek, 29 lutego 2016

Rozdział IV : „Nie tylko Voldemort”

Rozdział IV : „Nie tylko Voldemort”

Nora. Jedyne miejsce gdzie Potter czuł się bezpiecznie. Wchodząc do pomieszczenia, w którym czuł się jak w domu nie mógł się nie uśmiechnąć. W tym domu był akceptowany jak członek rodziny. U Dursleyów tego nie doświadczył.
Zaraz gdy tylko przekroczył próg Nory Molly Weasley przygarnęła go w swoje ramiona.
- Harry kochaneczku – uśmiechnęła się czule, co Harry odwzajemnił. – Jesteś pewnie głodny. Usiądź zaraz przygotuje ci coś do jedzenia.
Potter usiadł przy stole. Zaraz Pani Weasley za pomocą różdżki ustawiła na stole talerz, oraz sztućce i kubek z sokiem dyniowym.
Harry jako, że u Dursleyów żywił się tylko coraz bardziej wyschniętymi ciastami pochlonął cztery kiełbasy i sporą porcję smażonych ziemniaków.
Gdy skończył jeść odetchnął z ulgą.
Przeprosił Molly i udając się do pokoju Rona położył się spać. Nie Przeczuwał, że następny dzień będzie dość niezwykły.
Zasypiając miał przed oczami nowego nauczyciela Czarnej Magii
„Poszedłem za obcym człowiekiem. Po tym co przeszedłem nie powinienem. Dlaczego zaufałem?”
**
W pokoju hotelu Londynu znajdowało się troje mężczyzn. Szarooki mężczyzna ubrany w czerwoną koszulę i czarne spodnie, obok niego siedział na fotelu pokrytym perkalem osobnik tej samej płci. Jego włosy były ciemnobrązowe. Narząd wzroku w kolorze błękitu nieba spoglądał na świat czujnym spojrzeniem. Czarna koszula i tego samego koloru skórzane spodnie dopełniały dzieła. Naprzeciw nich siedział osobnik płci męskiej, który ubrany był w zielony bezrękawnik i niebieskiego koloru spodnie.
Ten ostatni machnął ręką. Na stole znalazły się szklanki z Irlandzką Whiskey. Każdy z nich upił taktownie łyk.
Na stole między nimi leżał najnowszy egzemplarz „Proroka Codziennego”
Mężczyzna ubrany na czarno sięgnął po niego.
Nagłówek głosił :

„Kolejne dziecko znalezione martwe!”

Jak donosi nasz specjalny korespondent, w porozumieniu z Polskim Ministrem Magii Panem Wojciechem Winklerem nie grozi nam tylko „Sami – Wiecie – Kto”
„Dzieci znikają z domów. Placów zabaw, lub ze zwykłych spacerów” – mówi Pan Winkler. – Czy mamy do czynienia z odpowiednikiem Lorda Voldemorta? Do tej pory czwarte dziecko zostało znalezione martwe. Co jest najpaskudniejsze dzieci zostały znalezione bez wnętrzności. Korpusy były puste. Często brakowało im rąk i nóg. Oględziny uzdrowicieli pozwoliły wykazać, że wygląda to na atak dzikich zwierząt. Czy to na pewno prawda?” – pyta Winkler.
**
Resztę artykułu zasłaniała szklaneczka z Whiskey. Mężczyzna odziany na czarno poprawił czarną skórzaną kurtkę, która zwisała mu na ramionach.
- Jak myślicie Panowie? – odezwał się Stefano. – Mity okazują się prawdą?
- Szmata wróciła – Damon przymrużył oczy. Jego niebieskie tęczówki przybrały złowrogi odblask. – A to znaczy, że żadne dziecko nie jest bezpieczne.
- O kim mowa Damonie? – zwrócił się do niego Alaric siedząc w wygodnym fotelu naprzeciw Damona.
Damon spojrzał w wesoło trzaskający kominek.
- Rick – zwrócił się do niego po dłuższej chwili ciszy. – Mugolskie baśnie braci Grimm czytałeś?
Alaric skinął głową.
Damon uśmiechnął się wrednie.
- Ktoś te dzieci pożera. A ja wiem kto.
**
Puszcza Kampinowska w Polsce o tej porze dnia była opustoszała.  Jedyne co zaklóciło ciszę późnej nocy to trzask jakby suchej gałęzi. Jednak to nie zwierzę. W środku lasu zmaterializował się mężczyzna o włosach czarnych jak heban. Niebieskie oczy świdrowały każdy zakamarek listowia. Mężczyzna szedł spokojnie cały czas wprost. Współrzędne jakie otrzymał od przyjaciela pozwalały mu bez trudu dotrzeć na miejsce. Jednak widok który zobaczył zaparł mu dech w piersi.
Przed nim stała obskurna rudera. Zbita z byle jakich desek, odstraszała całym swoim wyglądem.
Jednak najgorsze było otoczenie. Mur z drutów kolczastych, na wszelkie bolce były ponabijane ludzkie czaszki. W bramie zamiast dziurki od klucza znajdowały się ludzkie usta wykrzywione w grymasie bólu.
Damon poprawił kołnierz.
- A więc to prawda. – szepnął pod nosem. Po czym uginając nogi przeskoczył nad ogrodzeniem ruszając ku drzwiom domostwa. One były umalowane ludzką krwią.
Potężny kopniak naruszył zawiasy. Drugi wyrwał z nich drzwi.
Wchodząc do środka uderzył go w nozdrza smród.
To był smród ludzkiego mięsa.
Pomieszczenie było jedno.
Wszędzie były porozwieszane skóry zwierząt. Pod sufitem znajdowały się ludzkie kończyny.
Na środku stał kocioł. Jednak to postać stojąca przy nim poruszyła młodego Salvatore.
Stara kobieta, ubrana w najgorsze łachmany mieszała w kotle różdżką. Gdy się odwróciła spojrzała pustymi oczodołami. Jej twarz była poryta zmarszczkami, a włosy plątały się w pecynach błota i były przetłuszczone.
Była to Baba Jaga. Czarownica Polskich lasów. Wiecznie głodna pożeraczka niewinnych dzieci.
- Jestem głooodna. – Zaskrzeczała zjawa. – Daj mi coś do jedzenia, inaczej zjem Ciebie.
Damon oparł się nonszalancko o framugę drzwi. Jego twarz wykrzywił upiorny uśmiech.
- Weź sobie. – jawnie zakpił. – Albo zgiń próbując.
Nagle wiedźma znalazła się tuż przy nim robiąc zamach dłonią. Jednak czarnowłosy był szybszy. Złapał łokieć czarownicy trzymając go w żelaznym uścisku.
- Jeszcze raz – syknął patrząc jej prosto w oczy – A wyrwę ci struny głosowe. – szeptał jadowicie – I zagram na nich symfonię.
Kopniak brata Stefano przewrócił wiedźmę na przeciwległą ścianę. Z wściekłością syknęła jednak Damon nic sobie z tego nie robił. Założył ręce na klatce piersiowej i spokojnie czekał.
Wiedźma znów spróbowała tego samego manewru. Tym razem Damon złamał jej rękę.
- Gdzie dzieci tępa pizdo? – spytał z wrogością w głosie.
- Zjadłam je. – zaśmiała się chrapliwym głosem. W jej oczach było widoczne szaleństwo. – Nie Pokonasz mnie. Żaden człowiek nie pokona Baby Jagi! – krzyknęła. – Będę pożerać miliony dzieci! – to mówiąc pluła śliną. Wyglądała jak opętana.
Damon wywrócił oczyma. Nagle jego tęczówki nabiegły krwią. Zęby wydłużyły się ukazując kły.
Uśmiechnął się drapieżnie.
- Człowiek nie. Wampir owszem.
Kły zanużyły się w starej szyji wypełniając usta osoczem i czerwonym płynem
„Gin szmato” – to była ostatnia myśl młodego wampira.
Jednak został odepchnięty zaklęciem niewerbalnym.
Z szyi wiedźmy sączył się strumień czerwonej cieczy. W jej oczach malowała się wściekłość. Jednak Damon wyciągnął przed siebie rękę.
- Cursewind – szepnął.
Czarny promień dosięgnął wiedźmę. Zaczęła się wić w przedśmiertelnych drgawkach, upadając na kolana. Zdążyła ryknąć
- Idź do piekła!
- Już tam byłem – powiedział ze spokojem Damon – Nie spodobało mi się. AVADA KEDAVRA!
**
Niedzielne popołudnie w Norze mijało dość szybko. Harry Ron i Hermiona po hucznym ślubie Billa i Fleur postanowili posłużyć się czasem wolnym i uczyć się nowych zaklęć. Nawet Ron jako klasyczny przykład lenia przyłożył się do nauki.
Harry pod pretekstem złego samopoczucia udał się do pokoju Rona. Nie minęła chwila pojawiła się przy nim Hermiona. Tego lata opaliła się ciemnobrązowy kolor, co dodawało jej uroku. Ubrana w niebieską koszulkę na ramiączkach i krótką spódniczkę za kolano prezentowała się naprawdę pięknie.
Ukazująć perłowobiałe zęby uśmiechnęła się do Pottera siedając na łóżku.
- Wracasz do Hogwartu? – spytała/
Potter wpatrzył się w sufit. Długo to robił, jednak myśli krążyły wokół Horkruksów i Voldemorta. W końcu spojrzał na przyjaciółkę.
- Nasi nowi Profesorowie znają się na rzeczy. Nie wiem dlaczego ale przy Profesorze Salvatore naprawdę czułem się bezpiecznie. Spojrzał na mnie i już wiedziałem, że mogę mu zaufać. – wyznał szczeerze Harry. – Tak Hermiono. Wracam do Hogwartu. Ale też nie rezygnuję z poszukiwania haka na Voldemorta.
Z gracją tajfuna do pokoju wpadł ubrany w szary dres Ron. Przytył i zapuścił włosy. Jednak dalej był tym samym Weasleyem.
- Strzałeczka sąsiady! – zawołał od progu. – Co jest?
Harry i Hermiona opowiedzieli mu co postanowili. Weasley
 przystał z miejsca na propozycję powrotu do Hogwartu.
- Harry – odezwała się nagle Hermiona. – Czy gdy patrzyłeś na nowego Profesora miałeś wrażenie, że twoje myśli są w rozsypce i Jesteś szczęślwy bez powodu?
Harry myślał. W końcu skinął niepewnie głową.
Hermiona zbladła.
Ron potrząsnął ją za ramiona. Gdy to nie pomogło musiał ją spoliczkować. Dopiero wtedy spojrzała na obu przyjaciół.
- Hermiono co jest? – spytał Rudzielec. – Znów śmierciożerca? – uśmiechnął się nerwowo.
- Nie Ron. – szepnęła Granger. – To wampir.
Harry i Ron wymienili zdziwione spojrzenia. Po rewelacjach a propos zniknięciu dzieci mieli się oboje na baczności.
Wiedzieli, że Poluje na nich ktoś inny.
Nie tylko Voldemort
**
- Jak poszło Damonie? – spytał wychodząc z mugolskiego pubu Alaric. Odgarnął z włosów kosmyk włosów i spojrzał w oczy przyjaciela.
Damon z nonszalancją przejechał po włosach.
- Szmata nie żyje. To najważniejsze Rick – uśmiechnął się drapieżnie. – Jakby nie patrzeć wiedźma i wampir nigdy nie mają ze sobą szans. Teraz musimy znaleźć jej bunkier. I co najważniejsze zaginione dzieci.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz