Rozdział IV : „Nie tylko Voldemort”
Nora. Jedyne miejsce gdzie Potter czuł się
bezpiecznie. Wchodząc do pomieszczenia, w którym czuł się jak w domu nie mógł
się nie uśmiechnąć. W tym domu był akceptowany jak członek rodziny. U Dursleyów
tego nie doświadczył.
Zaraz gdy tylko przekroczył próg Nory Molly Weasley
przygarnęła go w swoje ramiona.
- Harry kochaneczku – uśmiechnęła się czule, co
Harry odwzajemnił. – Jesteś pewnie głodny. Usiądź zaraz przygotuje ci coś do
jedzenia.
Potter usiadł przy stole. Zaraz Pani Weasley za
pomocą różdżki ustawiła na stole talerz, oraz sztućce i kubek z sokiem
dyniowym.
Harry jako, że u Dursleyów żywił się tylko coraz
bardziej wyschniętymi ciastami pochlonął cztery kiełbasy i sporą porcję
smażonych ziemniaków.
Gdy skończył jeść odetchnął z ulgą.
Przeprosił Molly i udając się do pokoju Rona położył
się spać. Nie Przeczuwał, że następny dzień będzie dość niezwykły.
Zasypiając miał przed oczami nowego nauczyciela
Czarnej Magii
„Poszedłem za obcym człowiekiem. Po tym co przeszedłem
nie powinienem. Dlaczego zaufałem?”
**
W pokoju hotelu Londynu znajdowało się troje
mężczyzn. Szarooki mężczyzna ubrany w czerwoną koszulę i czarne spodnie, obok
niego siedział na fotelu pokrytym perkalem osobnik tej samej płci. Jego włosy
były ciemnobrązowe. Narząd wzroku w kolorze błękitu nieba spoglądał na świat
czujnym spojrzeniem. Czarna koszula i tego samego koloru skórzane spodnie
dopełniały dzieła. Naprzeciw nich siedział osobnik płci męskiej, który ubrany
był w zielony bezrękawnik i niebieskiego koloru spodnie.
Ten ostatni machnął ręką. Na stole znalazły się
szklanki z Irlandzką Whiskey. Każdy z nich upił taktownie łyk.
Na stole między nimi leżał najnowszy egzemplarz
„Proroka Codziennego”
Mężczyzna ubrany na czarno sięgnął po niego.
Nagłówek głosił :
„Kolejne dziecko znalezione martwe!”
Jak donosi nasz specjalny korespondent, w
porozumieniu z Polskim Ministrem Magii Panem Wojciechem Winklerem nie grozi nam
tylko „Sami – Wiecie – Kto”
„Dzieci znikają z domów. Placów zabaw, lub ze
zwykłych spacerów” – mówi Pan Winkler. – Czy mamy do czynienia z odpowiednikiem
Lorda Voldemorta? Do tej pory czwarte dziecko zostało znalezione martwe. Co
jest najpaskudniejsze dzieci zostały znalezione bez wnętrzności. Korpusy były
puste. Często brakowało im rąk i nóg. Oględziny uzdrowicieli pozwoliły wykazać,
że wygląda to na atak dzikich zwierząt. Czy to na pewno prawda?” – pyta
Winkler.
**
Resztę artykułu zasłaniała szklaneczka z Whiskey.
Mężczyzna odziany na czarno poprawił czarną skórzaną kurtkę, która zwisała mu
na ramionach.
- Jak myślicie Panowie? – odezwał się Stefano. –
Mity okazują się prawdą?
- Szmata wróciła – Damon przymrużył oczy. Jego
niebieskie tęczówki przybrały złowrogi odblask. – A to znaczy, że żadne dziecko
nie jest bezpieczne.
- O kim mowa Damonie? – zwrócił się do niego Alaric
siedząc w wygodnym fotelu naprzeciw Damona.
Damon spojrzał w wesoło trzaskający kominek.
- Rick – zwrócił się do niego po dłuższej chwili
ciszy. – Mugolskie baśnie braci Grimm czytałeś?
Alaric skinął głową.
Damon uśmiechnął się wrednie.
- Ktoś te dzieci pożera. A ja wiem kto.
**
Puszcza Kampinowska w Polsce o tej porze dnia była
opustoszała. Jedyne co zaklóciło ciszę
późnej nocy to trzask jakby suchej gałęzi. Jednak to nie zwierzę. W środku lasu
zmaterializował się mężczyzna o włosach czarnych jak heban. Niebieskie oczy
świdrowały każdy zakamarek listowia. Mężczyzna szedł spokojnie cały czas
wprost. Współrzędne jakie otrzymał od przyjaciela pozwalały mu bez trudu
dotrzeć na miejsce. Jednak widok który zobaczył zaparł mu dech w piersi.
Przed nim stała obskurna rudera. Zbita z byle jakich
desek, odstraszała całym swoim wyglądem.
Jednak najgorsze było otoczenie. Mur z drutów
kolczastych, na wszelkie bolce były ponabijane ludzkie czaszki. W bramie
zamiast dziurki od klucza znajdowały się ludzkie usta wykrzywione w grymasie
bólu.
Damon poprawił kołnierz.
- A więc to prawda. – szepnął pod nosem. Po czym
uginając nogi przeskoczył nad ogrodzeniem ruszając ku drzwiom domostwa. One
były umalowane ludzką krwią.
Potężny kopniak naruszył zawiasy. Drugi wyrwał z
nich drzwi.
Wchodząc do środka uderzył go w nozdrza smród.
To był smród ludzkiego mięsa.
Pomieszczenie było jedno.
Wszędzie były porozwieszane skóry zwierząt. Pod
sufitem znajdowały się ludzkie kończyny.
Na środku stał kocioł. Jednak to postać stojąca przy
nim poruszyła młodego Salvatore.
Stara kobieta, ubrana w najgorsze łachmany mieszała
w kotle różdżką. Gdy się odwróciła spojrzała pustymi oczodołami. Jej twarz była
poryta zmarszczkami, a włosy plątały się w pecynach błota i były
przetłuszczone.
Była to Baba Jaga. Czarownica Polskich lasów.
Wiecznie głodna pożeraczka niewinnych dzieci.
- Jestem głooodna. – Zaskrzeczała zjawa. – Daj mi
coś do jedzenia, inaczej zjem Ciebie.
Damon oparł się nonszalancko o framugę drzwi. Jego
twarz wykrzywił upiorny uśmiech.
- Weź sobie. – jawnie zakpił. – Albo zgiń próbując.
Nagle wiedźma znalazła się tuż przy nim robiąc
zamach dłonią. Jednak czarnowłosy był szybszy. Złapał łokieć czarownicy
trzymając go w żelaznym uścisku.
- Jeszcze raz – syknął patrząc jej prosto w oczy – A
wyrwę ci struny głosowe. – szeptał jadowicie – I zagram na nich symfonię.
Kopniak brata Stefano przewrócił wiedźmę na
przeciwległą ścianę. Z wściekłością syknęła jednak Damon nic sobie z tego nie
robił. Założył ręce na klatce piersiowej i spokojnie czekał.
Wiedźma znów spróbowała tego samego manewru. Tym
razem Damon złamał jej rękę.
- Gdzie dzieci tępa pizdo? – spytał z wrogością w
głosie.
- Zjadłam je. – zaśmiała się chrapliwym głosem. W
jej oczach było widoczne szaleństwo. – Nie Pokonasz mnie. Żaden człowiek nie
pokona Baby Jagi! – krzyknęła. – Będę pożerać miliony dzieci! – to mówiąc pluła
śliną. Wyglądała jak opętana.
Damon wywrócił oczyma. Nagle jego tęczówki nabiegły
krwią. Zęby wydłużyły się ukazując kły.
Uśmiechnął się drapieżnie.
- Człowiek nie. Wampir owszem.
Kły zanużyły się w starej szyji wypełniając usta
osoczem i czerwonym płynem
„Gin szmato” – to była ostatnia myśl młodego
wampira.
Jednak został odepchnięty zaklęciem niewerbalnym.
Z szyi wiedźmy sączył się strumień czerwonej cieczy.
W jej oczach malowała się wściekłość. Jednak Damon wyciągnął przed siebie rękę.
- Cursewind – szepnął.
Czarny promień dosięgnął wiedźmę. Zaczęła się wić w
przedśmiertelnych drgawkach, upadając na kolana. Zdążyła ryknąć
- Idź do piekła!
- Już tam byłem – powiedział ze spokojem Damon – Nie
spodobało mi się. AVADA KEDAVRA!
**
Niedzielne popołudnie w Norze mijało dość szybko.
Harry Ron i Hermiona po hucznym ślubie Billa i Fleur postanowili posłużyć się
czasem wolnym i uczyć się nowych zaklęć. Nawet Ron jako klasyczny przykład
lenia przyłożył się do nauki.
Harry pod pretekstem złego samopoczucia udał się do
pokoju Rona. Nie minęła chwila pojawiła się przy nim Hermiona. Tego lata
opaliła się ciemnobrązowy kolor, co dodawało jej uroku. Ubrana w niebieską
koszulkę na ramiączkach i krótką spódniczkę za kolano prezentowała się naprawdę
pięknie.
Ukazująć perłowobiałe zęby uśmiechnęła się do
Pottera siedając na łóżku.
- Wracasz do Hogwartu? – spytała/
Potter wpatrzył się w sufit. Długo to robił, jednak
myśli krążyły wokół Horkruksów i Voldemorta. W końcu spojrzał na przyjaciółkę.
- Nasi nowi Profesorowie znają się na rzeczy. Nie
wiem dlaczego ale przy Profesorze Salvatore naprawdę czułem się bezpiecznie.
Spojrzał na mnie i już wiedziałem, że mogę mu zaufać. – wyznał szczeerze Harry.
– Tak Hermiono. Wracam do Hogwartu. Ale też nie rezygnuję z poszukiwania haka
na Voldemorta.
Z gracją tajfuna do pokoju wpadł ubrany w szary dres
Ron. Przytył i zapuścił włosy. Jednak dalej był tym samym Weasleyem.
- Strzałeczka sąsiady! – zawołał od progu. – Co
jest?
Harry i Hermiona opowiedzieli mu co postanowili.
Weasley
przystał z
miejsca na propozycję powrotu do Hogwartu.
- Harry – odezwała się nagle Hermiona. – Czy gdy
patrzyłeś na nowego Profesora miałeś wrażenie, że twoje myśli są w rozsypce i
Jesteś szczęślwy bez powodu?
Harry myślał. W końcu skinął niepewnie głową.
Hermiona zbladła.
Ron potrząsnął ją za ramiona. Gdy to nie pomogło
musiał ją spoliczkować. Dopiero wtedy spojrzała na obu przyjaciół.
- Hermiono co jest? – spytał Rudzielec. – Znów
śmierciożerca? – uśmiechnął się nerwowo.
- Nie Ron. – szepnęła Granger. – To wampir.
Harry i Ron wymienili zdziwione spojrzenia. Po
rewelacjach a propos zniknięciu dzieci mieli się oboje na baczności.
Wiedzieli, że Poluje na nich ktoś inny.
Nie tylko Voldemort
**
- Jak poszło Damonie? – spytał wychodząc z
mugolskiego pubu Alaric. Odgarnął z włosów kosmyk włosów i spojrzał w oczy
przyjaciela.
Damon z nonszalancją przejechał po włosach.
- Szmata nie żyje. To najważniejsze Rick –
uśmiechnął się drapieżnie. – Jakby nie patrzeć wiedźma i wampir nigdy nie mają
ze sobą szans. Teraz musimy znaleźć jej bunkier. I co najważniejsze zaginione
dzieci.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz