sobota, 8 września 2012

Rozdział II : Władza Lorda Voldemorta

Rozdział II : Władza Lorda Voldemorta
Przez gęste zarośla pośpiesznym krokiem szło dwóch mężczyzn. Odziani byli w czarne szaty, peleryny łopotały za nimi na wietrze. Przed nimi w ciemnościach nocy rozpościerał się widok imponującego zamku. Jeden z nich podwinął rękaw szaty ukazując tatuaż, czaszkę z której ust wysuwał się wężowy język. Światło księżyca padło na jego twarz, ukazując smagłą cerę i haczykowaty nos. Brama otwarła się z głośnym zgrzytem. Drugi z mężczyzn o stalowych długich włosach szedł wraz za swoim kompanem. Minąwszy bramę wejściową zmierzali wprost do salonu, gdzie światło dawały jedynie pochodnie na ścianach i zielony płomień w kominku.
Przy długim stole siedziało wiele postaci, jednak każdy miał na twarzy białą maskę.
Na szczycie siedział mężczyzna o bladej skórze. W miejscu gdzie powinien znajdować się nos miał dwie szparki jak u węża, gdy obrzucił zebranych wzrokiem okazało się, że źrenice są pionowe jak u gada. Na jego szyji spoczywał zwinięty wielki wąż, ów mężczyzna głaskał go jak kocię.
Gdy nowoprzybyli usiedli na swoich miejscach odezwał się.
- Severusie, Lucjuszu, śmiem stwierdzić, że już jesteśmy wszyscy w komplecie. – na jego twarzy wykwitło coś na podobieństwo uśmiechu. – Glizdogonie, bądź tak uprzejmy i wprowadź gościa.
Otyły mężczyzna siedzący w ukryciu za fotelem swojego pana machnął różdżką, nad stołem zawisło ciało kobiety. Siwe włosy, które zwykle miała upięte w ciasny kok były teraz rozpuszczone. Na twarzy były widoczne ślady zadrapań. Podpuchnięte oczy były bez wyrazu, jednak otwarte.
Snape wpatrywał się w tę scenerię z kamiennym wyrazem twarzy.
- Jak Widzicie moi śmierciożercy swoją obecnością zaszczyciła nas sama Minerwa McGonagall. Do niedawna wicedyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Po śmierci naszego drogiego Dumbledore`a miała zastąpić go na stanowisku dyrektora. – tu zrobił pauzę, obrzucił zebranych swoim gadzim spojrzeniem i kontynuował. – Jednakże, zrezygnowała przymusowo z tej funkcji. Zastąpi ją nasz człowiek. Podobnie jak w Ministerstwie Magii. Ktoś ma coś przeciwko?
Gdy nikt nie raczył zabrać głosu wyciągnął różdżkę, jednak po chwili ją schował.
- Lucjuszu – zwrócił się do blondyna. – Twój syn nie potrafił zabić Albusa, więc liczę, że chociaż Ty wykażesz lojalność wobec swojego pana.
Starszy Malfoy wyciągnął różdżkę.
- Avada Kedavra!
Ciało Minerwy McGonagall upadło z głuchym łoskotem na stół. Nie było wątpliwości, że jest martwa.
- Wybornie. – syknął Voldemort. – Resztę spraw omówimy kolejnym razem. Lucjuszu, udasz się na Nokturn. W tamtejszej gospodzie będzie czekał na Ciebie nasz człowiek. Spytaj o Zachariasza. Barman powinien cię do niego zaprowadzić. Razem z nim udasz się na rekrutację nowych członków do naszej armii. Teraz nie ma Dumbledore`a, więc nie będzie w stanie nam przeszkadzać jak to czynił do tej pory. Koniec zebrania.
Wszyscy opuścili pomieszczenie. Jedynie Voldemort został przemawiając do swojego węża.
- To Twoja kolacja Nagini. A Pottera dostaniesz w swoim czasie.
**
NOKTURN – DWIE GODZINY PÓŹNIEJ.
Lucjusz Malfoy przemierzał ponure aleje Ulicy Śmiertelnego Nokturnu by w końcu dotrzeć do jedynej w tym miejscu gospody „Czarna Wdowa” Był to obskurny bar, jednak światek przestępczy miał tu swój azyl. To nie był Dziurawy Kocioł na ulicy Pokątnej. Tutaj żaden porządny czarodziej nie miał racji bytu.
Lucjusz żwawym krokiem podszedł do barmana. Był to gruby łysy mężczyzna z twarzą pokrytą bliznami. Jego jedna ręka była jak dwie Malfoya.
- Czego? – warknął
- Szukam Zachariasza. – odezwał się tym samym tonem Lucjusz.
- Może ja będę mógł pomóc? – odezwał się młody głos z nienagannym włoskim akcentem. Malfoy spojrzawszy w tamtą stronę ujrzał wysokiego czarnowłosego mężczyznę. Skórzana czarna kurtka i tego samego koloru spodnie dopełniały jego ubioru.
- A kimże jesteś? – spytał Lucjusz. – Kolejny zadufany w sobie arystokrata?
- Proszę się przysiąść panie Malfoy – odezwał się nieznajomy. – I radzę mnie nie obrażać. Barman! To samo dla tego pana.
Gdy barman nalał Lucjuszowi szklankę whisky oddalił się bez słowa.
- Skąd znasz moje nazwisko? – drążył temat Lucjusz. Nie Podobało mu się to, że ktoś obcy go rozpoznał.
Czarnowłosy uśmiechnął się kątem ust.
- Lucjusz Malfoy, przez długi czas działacz w Ministerstwie Magii, ceniony doradca byłego ministra Knota. Lecz także prowadzi Pan drugie życie jako jeden z najbardziej cenionych śmierciożerców Lorda Voldemorta. Czyżbym coś pominął?
Blondyn zamarł, zaczął się pocić jednak nie zauważył jak czarnowłosy szybkim ruchem ręki wgniótł mu pierś na wysokości serca. Dłoń po prostu zagłębiła się w tkance i zacisnęła na sercu.
- Nie Jestem byle kim panie Malfoy. Mógłbym zostawić pana przy życiu lecz tego nie zrobię. A Pan i Voldemort spotkacie się osobiście w piekle.
To mówiąc ścisnął organ, następnie go wyrywając. Malfoy upadł, jednak takie widoki na nikim z bywalców nie robiły wrażenia. Bójki były tu na porządku dziennym.
- To za Profesor McGonagall. – rzekł nieznajomy. – A Hogwart i tak zostanie pod należytą ochroną.
To mówiąc rzucił dwa galeony na blat i szybkim krokiem opuścił lokal.
Na zewnątrz czekał na niego drugi mężczyzna. Ostrzyżony na rekruta wpatrywał się beznamiętnie w towarzysza.
- Co jest Rick? – spytał czarnowłosy.
- Mogło się obyć bez morderstwa Damonie. Chociaż jak znam ciebie trudno by było – uśmiechnął się Rick.
- Gdzie jest Stefano?
- W drodze na Privet Drive. – odparł Rick. – I myślę, że i my powinniśmy tam się udać.
To mówiąc wsiedli do czerwonego jaguara zaparkowanego obok. Damon uruchomił pojazd i oboje ruszyli pustymi ulicami Londynu.

1 komentarz:

  1. 1. Mnóstwo błędów stylistycznych.
    2. Tekst wklejony na "odwal się" bez formatu, przez co czyta się tragicznie.
    3. Harry Potter i Pamiętniki Wampirów... Wydaje mi się to na siłę. Nawet nie wiem czy to jeszcze jest ff.
    4. Strasznie krótkie rozdziały nie wnoszące nic konkretnego.

    OdpowiedzUsuń